Pionierka europejskiego kina: pierwsza dyplomowana reżyserka na Węgrzech, pierwsza kobieta nagrodzona Złotym Niedźwiedziem w Berlinie i autorka filmów, które z niezwykłą czułością, odwagą i precyzją opowiadały o kobietach, dzieciach, rodzinie, młodości, pracy, samotności i pragnieniu wolności.
W czasach, gdy wschodnioeuropejskie kino chętnie opowiadało o wielkiej historii i jej męskich bohaterach, węgierska reżyserka oddawała głos kobietom i dzieciom, sięgała po intymne opowieści, analizowała życie rodzinne. Zwracała się ku pogardzanej prywatności, doskonale rozumiejąc, że „prywatne jest polityczne”, bo ujawnia rozdźwięk między ideologią i rzeczywistością. To z domu, z fabryki, z perspektywy miłosnej relacji czy macierzyńskiej krzątaniny najlepiej widać nierówności obowiązków i przywilejów, międzypokoleniowe napięcia, emocjonalne i ekonomiczne zależności, wysiłek emancypacji i szklane sufity.
Bardzo często zwracała kamerę ku młodości: już poturbowanej, ale wciąż pełnej świeżych nadziei. Młodości naiwnej, poddawanej próbom systemowej korupcji, szukającej zabawy, miłości i erotycznej przygody; zdeterminowanej, zdesperowanej, oszukanej, stojącej na progu najważniejszych decyzji. W jej epoce nikt nie patrzył tak na młode kobiety: ze zrozumieniem, akceptacją, miłością. To kino oferuje również rzadkie w swojej epoce obrazy kobiecej przyjaźni i solidarności.

Swobodny oddech, reż. Márta Mészáros
I choć sama mówiła o swoim stylu, że to „dziwny realizm, suchy, twardy, a jednocześnie pełen zduszonych uczuć” („Ja, Marta”, Wydawnictwo Twój Styl, 1998), w tym zbiorowym portrecie młodości, jakim jest jej kino, nie brakuje troski, prawdziwej uwagi, talentu do rejestrowania emocji i nastroju. Charakterystyczne dla kina Węgierki zbliżenia sprawiają, że kamera nie tyle obserwuje i śledzi, co towarzyszy – wyczulona na każdy drobny gest i spojrzenie. Wyizolowane w kadrze bohaterki wydają się też samotne. Samotność u Márty Mészáros jest rewersem niezależności. Ale dążenie do niezależności jest tu wyrazem nie tylko siły, ale i kruchości – niewiary w moc miłosnych więzi, przekonania kobiet, że mogą liczyć tylko na siebie. Nieprzypadkowo powracającym wątkiem w tych filmach jest osierocenie. To fundamentalne doświadczenie dla samej reżyserki.
Márta Mészáros straciła oboje rodziców, kiedy wciąż była dzieckiem. W 1931 roku rodzina wyemigrowała do ZSRR (do Kirgistanu), gotowa wspierać budowę komunistycznego raju, który okazał się piekłem. Ojciec, rzeźbiarz László Mészáros, w 1938 roku padł ofiarą stalinowskich czystek, a wkrótce po jego zniknięciu zmarła matka reżyserki, a siostry oddano do sierocińca. Zanim zostały adoptowane przez działaczkę węgierskiej Partii Komunistycznej, znajomą rodziców, razem z innymi dziećmi – sierotami wojennymi, walczyła o przetrwanie na ulicach Frunze.
Jak mówiła w swoich wspomnieniach: „Wszyscy byliśmy głodni, brudni i zawszeni […], każdy nosił żałobę, było wiele sierot, życie ludzkie było nic nie warte”. Przybrana matka, jak mówiła reżyserka, była przesiąknięta komunistyczną ideologią, całkowicie oddana partii. „Nigdy jej nie kochałam. […] Brakowało jej ciepła, nie była w stanie okazać swojej miłości. Nie potrafiła wziąć za rękę, pogłaskać, przytulić nas, takie gesty całkowicie wykreśliła ze swojego życia”.

Dziennik dla moich ukochanych, reż. Márta Mészáros
Właśnie w tych doświadczeniach ma swoje źródło kino Márty Mészáros: silnie autobiograficzne, często portretujące relacje między starszymi i młodszymi kobietami, pełne tęsknoty za domem, rodziną, ujawniające głód bliskości, wrażliwe na samotność i sieroctwo, zbuntowane przeciwko sztywnym konwenansom. Ale także w czasach, gdy wciąż było to ryzykowne, zaangażowane politycznie, błyskotliwie analizujące mechanizmy totalitaryzmu, zakłamanego, paranoicznego, nieludzkiego w swojej obojętności maskowanej ideologiczną żarliwością.
Własną biografię, rzuconą na tło dramatycznych historycznych wydarzeń, opowie w trylogii Dzienniki (1984 / 1987 / 1990). Jeden z filmów poświęci tragicznej postaci Imre Nagya (w Niepochowanym wcielił się w niego Jan Nowicki), węgierskiego premiera z czasów rewolucji 1956 roku, skazanego na śmierć po klęsce antysowieckiej rewolty. I w tej historii powraca echem osobisty wątek: ideowego komunisty, zdradzonego i zniszczonego przez system, w który głęboko wierzył.

Dziennik dla mojego ojca i matki, reż. Márta Mészáros
Polityczne i zarazem intymne, psychologiczne, ale mocno stojące na ziemi, pionierskie w dowartościowaniu kobiecych doświadczeń (jak wiele reżyserek z jej pokolenia, wystrzegała się określenia „feminizm”) i trafnie diagnozujące klasowe konflikty, łączące surowy realizm kina społecznego z lekkością musicalu – to wyrosłe z dokumentu (zanim w 1968 roku zrealizowała, jako pierwsza na Węgrzech kobieta, debiutancką fabułę Dziewczyna, Márta Mészáros zrealizowała ponad 30 dokumentów) kino pozostaje osobnym, niesłychanie żywym fenomenem.

Dziewczyna, reż. Márta Mészáros
Sposób, w jaki splata się w nim materia dokumentu i fikcji, doskonale ilustruje przykład W przędzalni Lőrinc (1972) i Swobodnego oddechu (1973). Obserwacje z tego pierwszego powracają w tym drugim, za sprawą konkretnych scen (jak ta, fantastyczna, z robienia makijażu), atmosfery, uchwyconego przez dokumentalistkę stylu życia młodych robotnic.

Swobodny oddech, reż. Márta Mészáros
Ale choć to dziewczyny z klasy ludowej stanowią gros jej bohaterek, Mészáros unika klisz powielanych przez kino Bloku Wschodniego i nie czyni swoich dziewczyn zakładniczkami socjalistycznego etosu. W zasilanych młodzieńczą energią filmach dziewczyny chcą całego życia, a więc i przyjemności. Chcą tańczyć, pływać w jeziorze, przyjaźnić się, rodzić dzieci, śmiać się, flirtować, kochać – jak choćby w Nie płaczcie ślicznotki! (1970), pełnym wigoru, słodko-gorzkim musicalu o miłości, zemście i big bicie (zrealizowanym w czasach, gdy długie włosy i dżinsy kojarzono z buntem przeciwko systemowi).
Tytułowe ślicznotki to uciekinierki z fabrycznej i związkowej rutyny, z fundamentalnych dla kina Węgierki miejsc i przestrzeni odbierających prywatność, wolność i indywidualizm: domów dziecka, hoteli robotniczych, hal fabrycznych, biur, świetlic, pozbawionych intymności wynajmowanych kątem pokoi, mieszkań urządzonych pod status i potrzeby męża. Przeciwwagę dla zuniformizowania i społecznych oraz klasowych rytuałów stanowi własny pokój, dom, w którym wreszcie można być sobą, wśród tych, których wybieramy na swoją rodzinę.

Nie płaczcie ślicznotki, reż. Márta Mészáros
I za tym właśnie gonią dziewczyny Mészáros – za domem zbudowanym na fundamentach prawdziwego ciepła i miłości. Reżyserka towarzyszy im w tych niecierpliwych, pełnych przygód poszukiwaniach. Trzyma za rękę, przytula.
Małgorzata Sadowska