Eksperymentalne slow cinema, hybrydowe dokumenty, łamiące konwencje fabuły i filmowe eseje – kuratorzy sekcji Lost Lost Lost, Agnieszka Szeffel, Mariusz Mikliński i Mariusz Wojas, prezentują kino z obrzeży, filmy z ubiegłych lat zagubione w festiwalowym obiegu.
Tegoroczne poszukiwania zagubionych filmów z obrzeży festiwali i świata rozpinamy pomiędzy pustynią Gobi a paragwajską dżunglą, Tangerem a kołem podbiegunowym, Hebrydami a Placem Czerwonym. Pomiędzy surowym dziennikarstwem a angażującą fikcją, rytuałem a improwizacją, nawiązaniami do historii kina a uwolnioną od kontekstu sztuką wrażeń. Podczas rocznicowej edycji Nowych Horyzontów przyglądamy się też kontinuum w kinie, przywiązaniu do konkretnego uniwersum i tworzących je ludzi, wierności wartościom takim jak ciągłość, nieprzemijalność, konsekwencja. Fetyszyzujemy inspirujące nas postaci. Lost Lost Lost od lat patronuje cichym procesom upadków i zniknięć, po których jak Feniks z popiołów podnoszą się bliskie nam idee. Program sekcji skupia się na choreografiach powolności, na kontemplacyjnym, formalnym podejściu do filmowej diegezy. Nie ma wątpliwości – pisał w liście do nas Pablo Sigg – że idee ponadczasowości jako przekleństwa i kontinuum jako potępienia znajdują się w samym sercu Lamaland. Reżyser, który będzie gościem Nowych Horyzontów – za Tarrem – wieszczy koniec (filmowego) świata, ale za tym końcem jest jeszcze wiele do odkrycia.
Agnieszka Szeffel, Mariusz Mikliński, Mariusz Wojas
Jerzy Franczak („Czas Kultury”) pisze o tegorocznym programie Lost Lost Lost:
Tegoroczne hasło przewodnie – „pośrodku końca świata” – zawiera niepokojącą wieloznaczność. Z jednej strony oznacza ono eksplorację peryferii, poruszanie się po marginesach mapy (...). Nie idzie jednak wyłącznie o portretowanie terenów dzikich i nieoswojonych, ale również tych, które zwyczajowo usuwane są z pola widzenia: postindustrialnych, zdegradowanych przestrzeni, zakulisowych nie-miejsc globalnego kapitalizmu oraz obszarów, gdzie najlepiej widać szczególny moment dziejowy, w jakim się znaleźliśmy. W tym momencie aktywizuje się drugie znaczenie „końca świata”, związane z czasem: prezentowane dzieła albo podejmują apokaliptyczne tony, albo próbują przejrzeć postapokaliptyczną naturę dzisiejszego świata. Uwrażliwiają nas na dynamikę (przed)ostatniej fazy antropocenu – lub, jak kto woli, eurocenu czy kapitałocenu – oraz na inne zmiany, które dzieją się poniżej poziomu wydarzeń historycznych.
Jerzy Franczak: Ćwiczenia z (po)wolności
Więcej informacji o programie sekcji znajduje się na profilu Bezruch filmowy (FB oraz IG).