Nie jesteśmy pewni, czy Hlynur Pálmason słuchał Krzysztofa Krawczyka i Edyty Bartosiewicz, ale mamy pewne podejrzenia. Jego najnowszy film to bodaj najlepsza ekranizacja frazy „trudno tak razem być nam ze sobą, bez siebie nie jest lżej”. Wyreżyserowana przez czułego Islandczyka Miłość, która zostaje to historia o rodzinie będącej na życiowym zakręcie, podana z nordycką powściągliwością, ale uzupełniona olbrzymią dawką niepodrabialnego, północnego humoru. Dziś serwujemy polski zwiastun filmu, a do kin zapraszamy od 20 marca.
Miłość, która zostaje to historia o rozpadzie pewnej rodziny, będąca zaskakującą hybrydą emocji i stylów: jest intymna i melancholijna, ale jednocześnie pełna rozmachu; niezwykle czuła, ale zarazem szydercza i slapstickowa. Pálmason (Biały, biały dzień, Godland) odmalowuje życiowe bardo – stan zawieszenia, w jakim znajdują się jego bohaterowie: małżeństwo i ich troje dzieci. Magnus jest marynarzem na statkach rybackich, a Anna to artystka marząca o przełomie w karierze. Każde z nich na własną rękę próbuje posklejać rodzinę, ale to Magnus czuje się tym wyrzuconym za burtę. Studium rozstania jest dla Pálmasona okazją do przyjrzenia się – z ironią i czułością – mężczyznom, dryfującym, zagubionym, szukającym dla siebie nowych ról. Nawigując pomiędzy porami roku (film przedstawia okrągły rok z życia rodziny), portretując surowy pejzaż Islandii, obsesyjnie przyglądając się maszynom, reżyser bezbłędnie znajduje wizualne ekwiwalenty uczuciowego i egzystencjalnego rozchwiania. Ten przejmujący i nieodparcie śmieszny film jest jednym z najwspanialszych hołdów złożonych miłości, jakie stworzyło kino.