English
zaloguj / zarejestruj

Powrót do listów w czasach Twittera. Rozmowa z Irene Lusztig

Michał Hernes
1/08/18
Irene Lusztig, fot. Łukasz Gawroński
Wideoesej: A Joke by Ingmar Bergman Polskie kino narusza tabu. Esej Piotra Czerkawskiego

- Żyjemy w "bańkach" i izolujemy się od ludzi. Chciałam zrobić film o słuchaniu innego człowieka i opowiedzieć o moich doświadczeniach, które zyskałam dzięki poznawaniu nowych osób - Irene Lusztig rozmawia z Michałem Hernesem o pracy nad filmem Siostrzeństwo.

Skąd wzięła się u ciebie potrzeba robienia filmów?

Jestem nie tyle dokumentalistką, co filmowcem eksperymentującym. Rozmyślam o różnych sprawach i zadaję pytania. Kiedy wybieram sobie nowy cel, zagadnienie do sprawdzenia - zawsze nie mogę doczekać się rezultatów moich badań. Nie mam pojęcia, ile osób myśli podobnie jak ja - poszukiwanie punktów styku jest bardzo interesujące. Stawiam sobie za cel podsuwanie pytań widzom i skłanianie ich do refleksji. W pierwszej kolejności robię filmy dla siebie, ale dzięki nim spotykam się też z wieloma różnymi osobami, pod wpływem których następują we mnie zmiany. Takie podejście sprawia, że nie trzymam się sztywno scenariusza.

Dlaczego zrealizowałaś Siostrzeństwo?

Często zastanawiam się nad tematem historii. Czy zaziębia się z teraźniejszością? Czego możemy się nauczyć z przeszłości? Co by się stało, gdybyśmy przeczytali listy napisane 40 lat temu? Pracę nad tym filmem rozpoczęłam w ważnym dla mnie czasie, gdy rozmyślałam nad kwestią granic naszej swobody w podejmowaniu decyzji. Ciekawiło mnie, jakie odczucia towarzyszyły takim refleksjom kiedyś, a jakie pojawiają się teraz.

Jaki był następny krok w pracy nad tym filmem?

Podróżowałam po całych Stanach Zjednoczonych rozmawiając z wieloma osobami, które właściwie nie miały powodu, by wchodzić ze mną w dyskusję. Odwiedziłam miejsca, w których nigdy wcześniej nie byłam i zapewne nie pojawiłabym się w nich, gdyby nie praca nad tym filmem.

We współczesnych nam czasach, zwłaszcza po wyborach prezydenckich w USA, wyraźnie widać, że ludzie z miasta nie rozumieją osób mieszkających na peryferiach i odwrotnie. Osoby wykształcone nie zaprzątają sobie głowy klasą niższą. Biali nie znają czarnoskórych.

To wzajemne niezrozumienie kształtuje polityczny klimat Ameryki. Podobne zjawisko można dostrzec wszędzie, ale szczególnie w USA.

O czym rozmawiałaś z tymi ludźmi?

Poprosiłam, by przeczytali na głos listy, które w latach 70-tych zostały wysyłane do amerykańskiego feministycznego magazynu "Ms.", uznawanego za pierwsze mainstreamowe czasopismo w USA. W jego olbrzymim archiwum znajduje się korespondencja pochodząca z lat 1972 - 1980. To łącznie 20 tysięcy listów. Wyruszyłam w podróż po miejscach, skąd zostały wysłane i poprosiłam, by ich mieszkańcy je dla mnie przeczytali. Z refleksji tych ludzi wynika, że mimo upływu lat nic się nie zmieniło.

Irene Lusztig, fot. Łukasz Gawroński

Która z listownych historii najbardziej cię wzruszyła?

Nie trafiłam na zbyt wiele osób, które przeczytałyby własne listy, ale udało mi się odnaleźć np. Klaudię. W 1976 roku, kiedy miała 16 lat, napisała list, w którym zastanawiała się, czy jest lesbijką. Kiedy odnalazłam ten tekst w archiwum, bardzo mnie poruszył. To zaskakujące, że zaufała redakcji czasopisma i podzieliła się tak osobistą, sekretną informacją. Nie powiedziała o tym przyjaciołom i rodzicom. Napisała, jak trudno jest być lesbijką. Udało mi się ją odnaleźć. Ma teraz ok. 50 lat, partnerkę i dzieci, a poza tym prowadzi centrum dla lesbijek i homoseksualistów w Nowym Jorku. To spotkanie było wzruszające również dla niej.

Coś jeszcze zaskoczyło cię podczas pracy nad Siostrzeństwem?

Fakt, że listy do magazynu feministycznego zostały napisane przez różne osoby, także mężczyzn i dzieci, zarówno przez ludzi czarnych, jak i białych.

Jakie są twoje refleksje na temat tych listów w czasach mediów społecznościowych?

To były inne czasy. W pisaniu listów istotną rolę odgrywały brak pośpiechu i staranność, jakże inne od wpisów na Twitterze. Do 1976 roku redaktorzy czasopisma odpisywali na każdy otrzymany list, nawet nieopublikowany. Największym problemem mediów społecznościowych jest izolacja; zamykanie się w "bańkach". Chciałam zrobić film o słuchaniu innego człowieka i opowiedzieć o moich doświadczeniach, które zyskałam dzięki poznawaniu nowych osób.

Dlaczego w swoich filmach cofasz się w czasie?

Bardzo trudno jest zrobić film o tym, co dzieje się aktualnie. Potrzeba czasu, żeby zrozumieć historię i politykę.

Ostatni pokaz Siostrzeństwa na 18. Nowych Horyzontach: 1 sierpnia (środa), 19:15.


Michał Hernes

Zakochany w cytatach psychofan filmu „Tamte dni, tamte noce”, który zapytał Romana Polańskiego, dlaczego torturuje bohaterki swoich filmów. Dziennikarz związany z portalem tuWroclaw.com i blogiem filmowym Watchingclosely.pl. Publikował m.in. na łamach weekendowego magazynu Gazeta.pl, „Dziennika Gazety Prawnej” i Wirtualnej Polski.


czytaj także
Program Béla Tarr o Hu Bo, reżyserze "Siedzącego słonia" 1/08/18
Wywiad Nanook of the North: abstrakcja spotyka moc przyrody 2/08/18
Wywiad W pracy irańskich swatek jest coś pozytywnego. Rozmowa z Azadi Moghadam 31/07/18
Wywiad Don Kichot był moim Everestem. Rozmowa z Terrym Gilliamem 2/08/18