English

Rozmowa z Dorota Lech – dyrektorką MFF Nowe Horyzonty

Wczoraj
fot. Alina Metelytsia-Kolisnyk
Zagraj z nami! SNH i WOŚP łączą siły Dorota Lech dyrektorką Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty

Nowe Horyzonty to festiwal autorski. W jaki sposób chciałabyś wpłynąć na jego charakter, co planujesz zmienić? 

To moje pierwsze dni w biurze, więc wdrażam się w nowe obowiązki, obserwuję, poznaję zespoły. Mamy koniec stycznia, a festiwal odbywa się w lipcu (a w festiwalowym kalendarzu to już naprawdę niedługo), dlatego czuję się trochę tak, jakbym wskakiwała do rozpędzonego pociągu. Obejmuję dyrekcję festiwalu, który świetnie funkcjonuje, a moje plany, mówiąc najkrócej, dotyczą wsparcia wydarzenia i wzmocnienia jego międzynarodowego prestiżu. A to naprawdę mój ulubiony festiwal filmowy na świecie – ze względu na jego styl, rodzaj kina, jakie pokazuje, przemyślane programowanie. Jego charakter jest mi bliski i jestem przekonana, że tu pasuję. Także dlatego, że sama pochodzę z Dolnego Śląska, więc znam i rozumiem jego otoczenie. Przychodzę więc jako superfanka Nowych Horyzontów, ich historii i etosu, a także zespołu kuratorskiego, którym kierował mój poprzednik, Marcin Pieńkowski, a który współtworzą Ewa Szabłowska i Gosia Sadowska. Oczywiście mam własną osobowość, doświadczenia, pomysły, pasje, fetysze - swoją historię, która wpłynie na festiwalowy organizm. Nie planuję jednak wprowadzać żadnych radykalnych zmian przy mojej pierwszej edycji; to etap nauki, poznawania zespołów i publiczności. A wszyscy w Polsce wiedzą – i mam nadzieję, że wkrótce dowiedzą się także jeszcze szerzej,również za granicą – że festiwal słynie z genialnej, zaangażowanej społeczności. Widzowie i widzki mogą więc być spokojni – ich ulubiona impreza filmowa pozostanie nietknięta w tych aspektach, które są w niej najlepsze i najważniejsze. Dopiero później, w sierpniu przyjdzie czas na wnioski, refleksje, sugestie i propozycje.

Jedną z Twoich ambicji jest umiędzynarodowienie festiwalu. Co to w praktyce oznacza?

Festiwal jest już znany i doceniany. Rozmawiałam z wieloma artystkami i artystami, którzy go odwiedzili i którzy uwielbiają go nie tylko ze względu na ambitny program, ale także gościnność i niesamowitą atmosferę. Jednak poza Europą Nowe Horyzonty nie są już tak bardzo rozpoznawalne. A ponieważ większość mojego życia spędziłam w Ameryce Północnej i tam budowałam i rozwijałam swoją karierę, chciałabym bardzo połączyć te dwa światy i przekazać ludziom za oceanem tę fantastyczną wiadomość, że w Polsce istnieje festiwal, który ma ogromną publiczność, sale wypełnione po brzegi; który nie skupia się na premierach, ma całkowicie niezależny program i radzi sobie finansowo. To wyjątek wśród imprez filmowych, z których ogromna część boryka się z problemami finansowymi, co wymusza liczne, artystyczne czy programowe kompromisy. Więc szczerze czuję, że odziedziczyłam wspaniały klejnot – festiwal, który jest rentowny, który ma widownię większą, niż może pomieścić w kinowych salach.

Wspomniałaś o tym, że pochodzisz z Dolnego Śląska, jesteś też ekspertką od kina z regionu, w tym oczywiście polskiego kina, które dzięki Tobie trafiało na festiwal w Toronto. Czy Twoja nowa rola, dyrektorki MFF Nowe Horyzonty, oznacza większe wsparcie dla lokalnej branży? 

Jestem związana z TIFF od prawie 15 lat i myślę, że powodem, dla którego dostałam tę pracę – i w ogóle przeszłam pierwszą rozmowę kwalifikacyjną -  była moja wiedza o polskim kinie. Jestem wielką fanką kinematografii Europy Środkowo-Wschodniej. Pracując dla festiwalu w Toronto dużą część roku spędzałam śledząc, jakie filmy powstają w regionie, które dostają finansowanie, kim są nowi twórcy wychodzący ze szkół filmowych. Często poznawałam ich już na etapie krótkich metraży, jeszcze zanim zaczynali kręcić fabuły. Czuję się więc bardzo mocno zaangażowana w tę społeczność. W ten sposób zresztą trafiłam na Nowe Horyzonty, jako gość branżowy, uczestniczka Polish Days, zapraszana do Wrocławia przez Marcina Pieńkowskiego i szefową industry, Weronikę Czołnowską. Moje pierwsze zetknięcie z festiwalem było więc przez rynek, pitchingi. Chcę zapewnić polskich producentów i filmowców, że wzmacnianie tego rynku i tej części naszej branży jest dla mnie bardzo ważne. Mam nadzieję, że uda mi się przyciągnąć więcej międzynarodowych agentów sprzedaży, producentów, potencjalnych koproducentów – by pomóc polskiemu kinu odnosić sukcesy i podróżować po świecie.

Skąd właściwie wzięło się kino w Twoim życiu? 

Moja rodzina nie jest zawodowo związana z filmem, ale kocha kino. Mam mnóstwo wspomnień związanych ze wspólnym oglądaniem, z dziadkami, z rodzicami. Do Kanady wyemigrowaliśmy, kiedy byłam dzieckiem i to filmy były moją szkołą francuskiego i angielskiego, ale także okazją, by za ich sprawą wracać do Polski. Ich związek z moim życiem był naprawdę bardzo silny. Kiedy skończyłam 30 lat, moja mama podarowała mi piękne wydanie Dekalogu Kieślowskiego, do którego dołączyła kilka słów od siebie: „Pamiętam, jak razem oglądałyśmy te filmy w telewizji, a ty nie mogłaś oderwać oczu od ekranu”. To nie był prezent dla kinofilki, ani związany z rodzinnymi dyskusjami. To było wspomnienie wspólnie spędzonego czasu, bliskości, doświadczenia, które z kimś się dzieliło. I teraz wracam do Dekalogu niemal co roku, bo dzięki niemu nauczyłam się patrzeć i czuć poprzez kino. Nie mam wykształcenia filmoznawczego, studiowałam nauki polityczne, ekonomię, gender studies, żywiąc przekonanie, które dzieliłam z wieloma imigrantkami, że muszę przetrwać, a więc zdobyć solidną, stałą pracę, że nie mogę sobie pozwolić na niepewność, jaka wiąże się ze sztuką. A jednak każde zarobione na kelnerowaniu i innych doraźnych zajęciach pieniądze przeznaczałam na kino i wypożyczalnie wideo, a wolny czas spędzałam w bibliotekach, czytając o filmach. Zajmowałam się swoją pasją, ale dzięki niesamowitym przypadkom i szczęściu, ta pasja stała się moją pracą. Na pewnym etapie myślałam też o studiach operatorskich w szkole filmowej w Łodzi. Zrezygnowałam, bo panowała powszechna opinia, że to nie jest kierunek dla kobiet, że nie poradzę sobie fizycznie w zawodzie. Ale od tamtej pory nie pozwalam odbierać sobie marzeń. 


czytaj także
Nowe Horyzonty VOD Miłość, ach miłość, czyli nowości na NH VOD 23/01/26
Nowe Horyzonty VOD Małe filmy, wielka przygoda | Przewodnik po shortach 23/01/26
News Nominacje oscarowe dla „Sirât” oraz „Głosu Hind Rajab”! 22/01/26
Dystrybucja Ta data ma znaczenie. Pokazy specjalne „Głosu Hind Rajab” 21/01/26

Newsletter

OK