Polska kinematografia jest potęgą.
Zdanie to w pierwszej chwili brzmi jak oksymoron, błąd popełniony przez Chat GPT albo zardzewiały językowy zabytek z czasów propagandy sukcesu. A jednak jest prawdziwe, przynajmniej w odniesieniu do pewnej równoległej rzeczywistości. Żeby się do niej dostać, nie trzeba wcale przebywać milionów lat świetlnych, ryzykować podróży w głąb króliczej nory ani wchodzić w relację z szemranymi specyfikami. Wystarczy kliknąć myszą, przenieść się na NH VOD i znaleźć sekcję Krótko i na temat. Polskie krótkie metraże.
Wśród 64 tytułów znalazły się filmy nominowane do Oscara, a także prezentowane i nagradzane na najważniejszych światowych festiwalach, na czele z Cannes. Skład sekcji potwierdza również, że jedną z tajemnic regularnych sukcesów odnoszonych na świecie przez polskie shorty stanowi tematyczna i stylistyczna różnorodność. Dzięki niej oglądanie staje się przygodą w pełnym tego słowa znaczeniu – aktywnością opartą na intuicji, eksperymentowaniu i wytyczaniu nowych, autorskich szlaków. Oglądając, przypominamy nie tylko kartografów, ale też demiurgów, którzy – zderzając ze sobą filmy na zasadzie ironii, kontrastu albo ciągłości – tworzą między nimi nowe połączenia, kreują nieoczekiwane sensy.
Wczesne filmy twórców, którzy dziś kształtują oblicze polskiego kina, pozwolą prześledzić artystyczną ewolucję ulubionych reżyserek i reżyserów i zobaczyć, skąd pochodzą ich późniejsze fascynacje. Niektóre krótkie metraże stają się bezpośrednią inspiracją do późniejszych pełnometrażowych debiutów, jak w przypadku paradokumentalnego Na żywo Mary Tamkovich. Zachęcona ciepłym przyjęciem filmu reżyserka postanowiła rozwinąć go w pełnometrażowe Pod szarym niebem, za które otrzymała niedawno nominację do Europejskiej Nagrody Filmowej.
Powiązania między wczesnymi, a późniejszymi filmami danych twórców bywają bardziej zakamuflowane. W Michale z 21 dni łatwo dostrzeżemy pierwowzór miotających się w społeczeństwie, zmagających się z męskością outsiderów z pełnometrażowych fabuł Damiana Kocura. Słysząc uwodzicielski głos śpiewaczki operowej w Arii Divie Agnieszki Smoczyńskiej, od razu odtworzymy w głowie piosenki, którymi nęciły życiowych rozbitków syreny z Córek dancingu. Wrażenie ciągłości i artystycznej konsekwencji nie opuści nas także podczas seansu Pięknej łąki kwietnej Emi Buchwald. Sportretowany w tym filmie Emil – ze względu na swe liczne neurozy i natręctwa – zachowuje się przecież jak jeszcze jeden członek licznej rodziny neurotyków z Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej.
Oprócz Pięknej łąki kwietnej, w której udręczonemu Emilowi ukojenie przynosi kontakt z naturą, wiele innych filmów opisuje złożone i intensywne relacje łączące człowieka z otoczeniem. Należy do nich – zakwalifikowany swego czasu na oscarową longlistę – Dzień matki. W swym kilkunastominutowym, pozbawionym dialogów filmie Patryk Kaflowski w sposób jednocześnie piękny i surowy opowiedział o sytuacji ekstremalnej, w której człowiek zostaje pozbawiony wsparcia cywilizacji, ale za to – napędzany biologicznym impulsem – łączy się w jedno z dominującą wokół przyrodą. Rewers tej postawy zaprezentowała Izabela Zubrycka w eseistycznym Ty rzeko, w którym tytułowa bohaterka nieoczekiwanie nabiera cech ludzkich, demonstrując na przemian uwodzicielski wdzięk i groźną nieprzewidywalność. Inne, mniej intensywne spektrum emocji poruszył – pozostając wciąż w podobnych rejestrach tematycznych – Maciej Białoruski w 4 psach. Pełen łagodnej melancholii film fascynuje konceptem, zgodnie z którym „nasze życie jest obliczone na cztery psy”, a relacje ze zwierzętami domowymi pomagają zrozumieć skomplikowaną naturę przemijania.
4 psy przykuwają uwagę nie tylko ze względu na emocjonalną głębię, lecz także eksperymentalny charakter. Trwający zaledwie cztery minuty film, ekranizacja wiersza Piotra Groblińskiego, to wręcz reklama niezwykłych możliwości drzemiących w pozornie pełnej ograniczeń formie krótkiego metrażu. Równie inspirujących przykładów jest w polskim kinie więcej. Należą do nich z pewnością poetyckie, smakujące czereśniami, rozświetlone letnim słońcem Końce i początki Klaudii Fortuniak. Kojąca, współczesna baśń opowiadająca o grupie nieznajomych, którzy przez przypadek spotkali się na trasie najdłuższej linii tramwajowej w Polsce, z wdziękiem poddaje się wielu odmiennym interpretacjom.
Ludzie, którzy pochodzą z zupełnie różnych bajek, ale zaczynają tworzyć wspólnotę i okazują się połączeni siecią nieoczywistych powiązań, są przecież dokładnie jak oglądane przez nas filmy. W związku z tym nie sposób nie nawiązać z nimi przyjaźni i nie cieszyć się na następne spotkania w jeszcze bardziej rozszerzonym gronie.