Elektryczne gitary śpiewały kiedyś: „Nie jestem sobą – to straszne, nie jestem sobą – no właśnie”, z kolei Edyta Bartoszewicz wyznała: „Nie byłabym sobą, gdy byłabym inna”. I cóż, każdy czasem wychodzi z siebie i staje obok, zastanawia się, który moment zdecydował o naszej aktualnej sytuacji.
Paw zwyczajny opowiada o tym w krzywym zwierciadle satyry: a co gdyby alternatywne scenariusze były w zasięgu ręki?
To zainspirowało nas do refleksji nad życiami, które się nie zmaterializowały.
„Gdyby nie obecna praca, to byłbym w zespole Jędrzeja, kolegi z dawnych czasów, który swoją miłość do astronomii przekuł w jedną z najprężniej działających firm sektora kosmicznego w Europie. A przynajmniej chciałbym być, bo w kwestii gwiazd wiem tyle, że Albrecht Schuch jest jedną z nich, a to może nie wystarczyć, żebym dostał tę robotę”.
„Gdyby nie obecna praca, wykonywałabym zawód »morski«. W wersji VIP: jako żona bogatego męża byłabym pisarką wyżywającą się twórczo w pokoiku (lub na tarasie) z widokiem na morze. W wersji low budget: byłabym latarniczką (w nadbałtyckim Stilo lub na toskańskim wybrzeżu, ewentualnie w deszczowej Bretanii). A jeśli powyższe opcje by nie wypaliły, mogłabym też segregować makrele ze świeżego połowu (idealnie w Norwegii). I nie, nie przeszkadzałoby mi wcale, że cuchnę rybą po godzinach”.
„Gdyby nie moja obecna praca, to… ostatnie (niełatwe) doświadczenia na budowie pokazały, że chyba odnalazłabym się w roli kierownika budowy. Zarządzanie budżetami, elastyczność, szybkie decyzje i branie na klatę problemów, a do tego pilnowanie harmonogramów – brzmi jak codzienność. Brakowałoby mi tam jednak ludzi pełnych pasji i miłości do kina...”.
„Gdyby nie obecna praca, to byłbym trenerem piłkarskim. Nie dlatego, że mam takie umiejętności. Po prostu brakowało mi talentu na zostanie piłkarzem, więc trener musiałby mi wystarczyć (prawdopodobnie w czwartej lub piątej lidze)”.
Kochający syn, lojalny przyjaciel, błyskotliwy kompan na wieczorne wyjście, idealny ojciec – Matthias sprawdzi się w każdej roli. Nic dziwnego, że ów przystojny, obyty, szarmancki pracownik jest podporą firmy wynajmującej na godziny dobrych synów, fajnych tatusiów, najlepszych przyjaciół. Paw zwyczajny, czyli nadzwyczajny debiut Austriaka Bernharda Wengera, przebój weneckiego Tygodnia Krytyki, to film, który zapewni doborowe towarzystwo, humor z najwyższej półki, błyskotliwy społeczny komentarz i dawkę – taką w sam raz – refleksji o zagubionej tożsamości. Nie dość, że jest ujmujący, inteligentny i dowcipny, to jeszcze świetnie wygląda – Paw… po prostu jest jak Matthias!