English
Cannes w Muranowie!

- Nie chciałem zrobić dokumentu ani śledztwa. Nie interesuje mnie, co tak naprawdę stało się tamtej nocy na Lido di Ostia - mówi Abel Ferrara

Rozmowa z Ablem Ferrarą reżyserem filmu "Pasolini" prezentowanego w sekcji Ale Kino+

Marta Bałaga: Nieustannie podkreślasz, że nie interesuje Cię, kto zabił Pasoliniego.

Abel Ferrara: - A i tak przekręcono moje słowa. Potem dostało mi się za to, że film o włoskiej ikonie nakręciłem po angielsku. Willem Dafoe mówi po włosku lepiej niż ja, ale nawet gdyby posługiwał się nim perfekcyjnie, to ja jestem reżyserem. I nic bym, k..., nie zrozumiał. Ale co to zmienia? Nie mówię po rosyjsku, co nie znaczy, że nie będę czytał Dostojewskiego. Ważne, jak wyraża się swoje pomysły, a nie w jakim języku. Nawet gdyby to był marsjański, i tak miałbym to gdzieś. O realizacji tego filmu myślałem od dawna; od jakichś 20 lat. Nie chciałem zrobić dokumentu ani śledztwa. Nie interesuje mnie, co tak naprawdę stało się tamtej nocy na Lido di Ostia. Możesz przeczytać wszystko, co kiedykolwiek opublikowano na temat Pasoliniego - nikt ci tego nie zabroni - ale jeśli naprawdę chcesz zrozumieć, kim był, stawiasz przed kamerą Ninetta Davoli.

Który zagrał w wielu jego filmach. Otoczyłeś się bliskimi mu ludźmi. Dlaczego?

- Bo mogę sobie na to pozwolić. W tak starym mieście jak Rzym 40 lat jest niczym - równie dobrze to wszystko mogło wydarzyć się wczoraj. Ludzie, z którymi Pasolini był tej nocy na kolacji, właściciel restauracji, do której poszli, kobieta, która ugotowała mu makaron - oni wszyscy ciągle tam są. Nawet ten pieprzony stół, przy którym siedział! Wtedy zdajesz sobie sprawę z tego, co jest w tym wszystkim najbardziej tragiczne - on mógłby wciąż żyć i tworzyć. To prawdziwa tragedia, że umarł tak młodo - bo 53 lata to dla reżysera stosunkowo młody wiek. Pracowałby nawet z setką na karku, jak ten gość z Portugalii, Manoel de Oliveira.

W filmie przewijają się fragmenty inspirowane jego ostatnią, nieukończoną powieścią "Petrolio".

- Właśnie nad nią wtedy pracował. To dość proste: chcesz zrobić o nim film, wejść do jego głowy. Wiedzieć, o czym rozmawiał, jedząc lunch. Ale nie zdołasz zgłębić Pasoliniego, przeglądając wywiady. Kształtował nimi swój publiczny wizerunek. Dopiero gdy czytasz, co sam pisał, widzisz jego serce. Gdy Pasolini miał pracować nad jakąś sceną, czasem tracił zainteresowanie i zaczynał filmować kondukt pogrzebowy. Nie zastanawiałem się, jak on nakręciłby te sceny - cholera wie, co zrobiłby na planie. Może kazałby wszystkim stanąć na głowie?

Zaskoczyło mnie, że każdy opisuje go w inny sposób.

- Może i opisują go inaczej, ale nikt nie powie o nim złego słowa. Pasolini był dla mnie ważny, odkąd zobaczyłem film "Dekameron". Dla mnie, młodego reżysera włoskiego pochodzenia, to był punkt zwrotny. Skłonił do refleksji nad wszystkim, co do tej pory uznawałem za pewnik. Był alternatywą tych wszystkich Belmondów i Delonów, Włochem robiącym ciekawe kino - to wiele znaczyło. Moja rodzina miała kino gdzieś, nie czytali książek. Pasolini takich kochał; ubogich wieśniaków niezawracających sobie głowy intelektualnymi zagadnieniami. Mój dziadek przyjechał do Stanów i nigdy nie nauczył się po angielsku jednego słowa. Spędził życie, posługując się neapolitańskim dialektem, bezskutecznie usiłując odtworzyć kraj swojego dzieciństwa. Był zamknięty na zmianę. Kiedyś synowie kupili mu jeden z pierwszych telewizorów - od razu wyrzucił go przez okno.

Wyczuł, że to samo zło?

- Zupełnie jak Pasolini. Był świetnym reżyserem i jego filmy stają się z czasem coraz lepsze. Ale był też pisarzem, dziennikarzem, poetą, politycznym aktywistą i zdeklarowanym gejem otwarcie przyznającym się do swoich preferencji. A mówimy tu o latach 70. upływających pod znakiem ciągłego pieprzenia Watykanu. Pasolini był hipisem - całe życie walczył o wolność osobistą i nie zamierzał podporządkowywać się konwencjom. Czy to czyni z niego postać kontrowersyjną? Pewnie. W takim świecie jak nasz, który staje się coraz bardziej represyjny, Pasolini wydaje się radykałem. Dla mnie to niezwykle utalentowany facet, który usiłował żyć po swojemu.

Rozmawiała Marta Bałaga


czytaj także
Recenzja Kaurismäki na prezydenta ["Po tamtej stronie"] 5/08/17
Wywiad Dajemy sobie czas na myślenie [rozmowa z Katherine Waugh i Fergusem Dalym] 5/08/17
Wywiad Słoń poślubił gołąbka 5/08/17
Wywiad Manifestacje to za mało [rozmowa z Mortenem Traavikiem] 5/08/17