Trudno wyobrazić sobie porywającą improwizację jazzową bez znajomości skali i nut. Ciężko pisać wierszem wolnym bez czucia rytmu języka, stawiać odważne konstrukcje bez znajomości grawitacji, czy łamać zasady montażu bez pojęcia o klasycznej osi widzenia. Równie trudno wyobrazić sobie pełen seans Nowej fali Richarda Linklatera bez rewizyty rewolucyjnego dzieła Jean-Luca Godarda Do utraty tchu. Na szczęście w ramach przygotowań do naszej piątkowej premiery z pomocą przychodzą osoby, które doskonale wiedzą, że przeszłość i fundamenty bywają po prostu perfekcyjne.
Przed nami prawdopodobnie najbardziej satysfakcjonujący kinofilski dyptyk tego roku. W kinach studyjnych w całej Polsce, dzięki firmie dystrybucyjnej Past Perfect, wciąż można obejrzeć Do utraty tchu w zrekonstruowanej wersji 4K. W piątek na ekranach pojawi się kolejny film z naszej stajni – błyskotliwa i energetyczna Nowa fala.
Pokaz klasyka Godarda z 1960 roku i nadchodząca premiera Linklatera układają się w spójną całość i idealny plan na filmowy tydzień: najpierw doświadczymy na ekranie czystej rewolucji, a chwilę później podglądamy twórczy chaos, z którego ta rewolta się narodziła.

Pełnometrażowy debiut Godarda był jego największym sukcesem komercyjnym, który przyniósł mu światową sławę i uczynił go najsłynniejszym autorem swojego czasu. Nakręcony szybko i niskim kosztem, łamał filmowe konwencje dzięki dynamicznemu montażowi, surowej energii i ironii, oddając egzystencjalne ennui lat 50.

Do utraty tchu, reż. Jean-Luc Godard
Pokazywane w zeszłorocznym canneńskim konkursie dzieło to wyjątkowy film o filmie i oda do francuskiej nowej fali. Linklater kreśli portret artysty w akcie tworzenia, składając hołd Godardowi i, szerzej, każdemu niepokornemu twórcy.

Nowa fala, reż. Richard Linklater