W maju wszystkie oczy i światła skierowane były na Lazurowe Wybrzeże. Odbijały się od czerwonych schodów Pałacu Festiwalowego, a my podążaliśmy za nimi, śledząc premiery, o których przez kolejne miesiące będzie rozmawiał cały filmowy świat. Dziś z dumą możemy ogłosić, że część z nich rusza dalej – do Wrocławia, wprost do programu 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty.
Niektóre wróciły z Cannes z nagrodami, inne z entuzjastycznym przyjęciem publiczności. Wszystkie przyjadą do stolicy Dolnego Śląska jeszcze tego lata. Wśród dzisiejszych ogłoszeń znalazły się nowe filmy twórców i twórczyń, do których wracamy od lat, ale także tytuły, które dopiero rozpoczynają swoją festiwalową podróż.
Do sekcji Pokazy Galowe dołączają Czarna kula (La Bola Negra) Javiera Calvo i Javiera Ambrossiego, Natura miłości (The Beloved) Rodriga Sorogoyena, Gorzkie święta (Amarga Navidad) Pedra Almodóvara, Papierowy tygrys (Paper Tiger) Jamesa Graya, Niespodziewane (All of a Sudden) Ryûsuke Hamaguchiego oraz Tchórz (Coward) Lucasa Dhonta.
Sekcję Mistrzynie, Mistrzowie, w której co roku wracamy do twórców i twórczyń szczególnie bliskich nowohoryzontowej publiczności, zasilają natomiast I See Buildings Fall Like Lightning Clio Barnard, Dziennik panny służącej (Diary of a Chambermaid) Radu Judego, Życie snem (The Dreamed Adventure) Valeski Grisebach oraz La Perra Domingi Sotomayor.
To oczywiście wciąż nie wszystkie filmy z Cannes, które znajdą się w programie 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty. Pozostałe karty odkryjemy 7 lipca. Dwa dni później – 9 lipca o godzinie 12:00 – do sprzedaży trafią bilety na festiwalowe seanse.
A skoro zaczęliśmy od światła — po seansach warto podążać za nim dalej, do Arsenału. W sprzedaży są wciąż bilety na koncerty w Klubie Festiwalowym, gdzie filmowe emocje zmieniają częstotliwość, ale nie tracą intensywności.
Dziękujemy polskim dystrybutorom filmów prezentowanych w dzisiejszym ogłoszeniu: Gutek Film (Czarna kula, Natura miłości, Gorzkie święta), Monolith Films (Papierowy tygrys), Aurora Films (Niespodziewane), So Films (Tchórz, I See Buildings Fall Like Lightning) oraz Best Film (La Perra).
Do programu Nowych Horyzontów dołączają:
Czarna kula splata fakty i mity narosłe wokół hiszpańskiego poety, dramaturga i reżysera teatralnego Federica Garcíi Lorki w intensywną, rozpiętą na dekady opowieść o trzech mężczyznach. Akcja filmu rozgrywa się w 1932, 1937 i 2017 roku. Za kamerą stoją Javier Calvo i Javier Ambrossi, duet tworzący jedno z najważniejszych queerowych zjawisk współczesnej hiszpańskiej kultury popularnej, wyróżniony ex aequo z Pawłem Pawlikowskim nagrodą za reżyserię na tegorocznym festiwalu w Cannes. Ich film zanurzony jest w historii, ale mówi językiem doskonale wyczulonym zarówno na tradycję kina autorskiego, jak i rytm współczesnych seriali. Tytuł pochodzi z niedokończonego, zaledwie czterostronicowego tekstu Lorki, który staje się jednym z kluczowych elementów fabuły. Calvo i Ambrossi napisali scenariusz wspólnie z dramaturgiem Albertem Conejero, włączając do adaptacji także jego sztukę La piedra oscura. W utworze Lorki zamożny mężczyzna, ukrywający swoją orientację seksualną, stara się o przyjęcie do kasyna. Homofobiczna komisja członkowska odrzuca go w tajnym głosowaniu: białe kule oznaczają zgodę, czarne – odmowę. Echo tego gestu, jednego z milionów podobnych upokorzeń, których historia nie odnotowała, niesie się przez cały film. Powracają tu pożądanie i wyparcie, pamięć i wstyd, także ten podszyty katolickim poczuciem winy. Błyskotliwa, przejmująca Czarna kula buduje pomost między pokoleniami gejów, których opowieści wymazane przez przemoc systemu, milczenie albo czas nadal nawiedzają przeszłość jak niespokojne duchy.
Dorota Lech

Czarna kula, reż. Javier Calvo, Javier Ambrossi
Bohaterem Natury miłości jest Esteban Martínez (grany z niezwykłą intensywnością przez Javiera Bardema), światowej sławy hiszpański reżyser, ceniony i nagradzany, a zarazem owiany legendą enfant terrible. Po latach spędzonych w Ameryce wraca do rodzinnego kraju, by nakręcić swój najnowszy film. Projekt, realizowany na pustyni w niezbyt sprzyjających warunkach, ma być jego najbardziej ambitnym przedsięwzięciem. Do jednej z głównych ról Martínez wybiera Emilię (Victoria Luengo), swoją córkę, aktorkę drugiego planu, z którą od dawna pozostaje w chłodnych relacjach. Jest pewien, że idealnie pasuje do tej postaci, lecz decyzja budzi wątpliwości także u samej Emilii, a wyczekiwany powrót jednego z najważniejszych głosów hiszpańskiego kina trafia pod lupę opinii publicznej. W palącym słońcu i pod presją restrykcyjnego harmonogramu na jaw wychodzi źródło dystansu między ojcem a córką, ich konflikt zaczyna się zaostrzać. Najnowszy film Rodriga Sorogoyena, przejmujący, ironiczny i zaskakująco czuły, opowiada o mozolnym procesie powstawania filmu, nieuniknionych starciach osobowości na planie oraz kruchej równowadze, jaką próbujemy zachować w relacjach z tymi, których kochamy, gdy doganiają nas dawne winy.
Dorota Lech

Natura miłości, reż. Rodrigo Sorogoyen
W swoim najnowszym filmie mistrz kina Pedro Almodóvar wraca do autobiograficznej tonacji głośnego Bólu i blasku z 2019 roku, by stworzyć efektowną, wielowarstwową refleksję nad procesem twórczym. Raúl, uznany reżyser o charakterystycznej srebrzystej fryzurze samego Almodóvara, utknął w twórczym impasie. Akcja rozgrywa się w 2004 roku, nieprzypadkowo w czasie, gdy Almodóvar realizował swoje słynne Złe wychowanie. W scenariuszu Raúla do Gorzkich świąt pojawia się Elsa, niespełniona reżyserka kina artystycznego, która zrobiła karierę w reklamie, ale mimo paraliżujących migren znów zaczyna tworzyć film. Elsa czerpie paliwo z nieszczęść przyjaciółek, Patricii i Natalii; Raúl z kolei ucieka w autofikcję, zawłaszczając życie swojej asystentki Moniki i partnera Santiego. Almodóvar właściwie składa tu dwa filmy w jeden. Siedemdziesięciosześcioletni autor, którego 23 wcześniejsze pełne metraże poruszyły widzów na całym świecie, z niezwykłą hojnością wpuszcza nas do wnętrza własnej wyobraźni. Przy okazji przypomina, że nawet najwięksi artyści proszą, pożyczają, kradną i prędzej czy później trafiają na mur. Mamy szczęście, że przyszło nam oglądać filmy w czasach, gdy Almodóvar wciąż je tworzy.
Dorota Lech

Gorzkie święta, reż. Pedro Almodóvar
James Gray pozostaje mistrzem kina klasycznego w formie, intymnego w sferze emocji i operowego w skali. Jego najnowszy film, Papierowy tygrys, pokazany w konkursie głównym festiwalu w Cannes, przenosi nas do Queens w Nowym Jorku, w ostatnie dni lata 1986 roku. Irwin Pearl (Miles Teller), inżynier i ojciec dwóch nastoletnich synów (jeden z nich właśnie zbliża się do osiemnastki i spodziewa się hucznej imprezy), nie przeczuwa, że jego życie za chwilę wykolei się z torów, po których do tej pory sunęło. Żona Hester (Scarlett Johansson) po latach liczenia każdego grosza ma nadzieję na spokojniejszą przyszłość, a zaborcza teściowa naciska, by rodzina z klasy średniej przeprowadziła się w przyjemniejsze miejsce. Tymczasem starszy brat Irwina, Gary (Adam Driver), rozwiedziony były policjant za kierownicą lśniącego, błękitnego mercedesa, wygląda jak spełnienie amerykańskiego snu. Kiedy przedstawia swojemu niezaradnemu bratu plan interesu, który ma ich obu uczynić bogaczami, Irwin daje się porwać obietnicy awansu. Niedługo potem obaj grzęzną w niebezpiecznej intrydze rosyjskiej mafii działającej w budowlance. James Gray pracuje tu na pełnych obrotach: porywająco, intensywnie, z absolutnym wyczuciem kadru.
Dorota Lech

Papierowy tygrys, reż. James Gray
Najnowszy film Ryûsuke Hamaguchiego (Drive My Car, 21. NH) miał swoją premierę w konkursie głównym w Cannes, skąd wyjechał z nagrodą dla najlepszych aktorek, Virginie Efiry i Tao Okamoto. Ich ekranowa relacja skrzy się od emocji, a jej intensywność rozsadza definicje związków przyjacielskich czy miłosnych. Niespodziewane spotkanie szefowej paryskiego domu opieki i japońskiej reżyserki teatralnej kieruje ich losy na zupełnie nowe tory. Marie-Lou pracuje ze swoimi podopiecznymi według metody Humanitude, tu liczy się szacunek, czas i uwaga. Podobne wartości przyświecają Mari, która do swojego spektaklu angażuje chłopca z niepełnosprawnością intelektualną. I choć każda z nich znajduje się pod presją, przypadkowe spotkanie kobiet zamienia się w intymną relację, głęboką praktykę bliskości, akceptacji, dzielenia się, troski. Z ducha rohmerowski film Hamaguchiego jest do szpiku kości przejmujący, a jednocześnie relaksujący. Reżyser scena po scenie buduje kruchą harmonię, wspólnotę odporną na przymus produktywności i opłacalności, dowartościowuje pracę opiekuńczą i przygarnia pod swój dach tych, których kapitalizm wyrzuca na margines: chorych, słabych, starych, niepełnosprawnych. To seans zbiorowego smutku i zbiorowej radości, kino o terapeutycznej mocy.
Małgorzata Sadowska

Niespodziewane, reż. Ryûsuke Hamaguchi
Prezentowany w konkursie głównym festiwalu w Cannes Tchórz wyjechał z Lazurowego Wybrzeża z nagrodą dla najlepszych aktorów: Emmanuela Macchii i Valentina Campagne’a. Choć nie są profesjonalistami, stworzyli na ekranie elektryzujący duet. Najnowszy film Lucasa Dhonta (Dziewczyna, 18. NH; Blisko, 22. NH) łączy kino wojenne z melodramatem, a za prowokacyjnym tytułem kryje się refleksja o odwadze bycia sobą, teatrze męskości i wychodzeniu z bohaterskich ról. Pierre (Macchia) to farmerski syn zwerbowany i wysłany na front I wojny światowej. Nieśmiały chłopak, który chciałby wykazać się na polu bitwy, ale z trudem wydobywa z siebie głos, ulega zauroczeniu Francisem – żartownisiem i łobuzem, który przebiera się w sukienki i występuje przed wyjącą z radości żołnierską publicznością. W Tchórzu błoto i krew miesza się z farbą, groza z humorem, queer z testosteronem, śmierć z zabawą. Rewelacyjny montaż wybucha scenami zbiorowych uniesień i zbiorowego cierpienia, skonfrontowanymi z magią intymnych spotkań, nieśmiałych spojrzeń i chwilami beztroski. Film Dhonta wojennemu szaleństwu przywraca jednostkowy wymiar, to opowieść o ludzkich losach wciągniętych w kołowrót historii. O bitewnych scenach i ich kulisach. O ekstremalnym niebezpieczeństwie, które nieoczekiwanie pozwala na manifestację nieskrępowanej wolności. I o tym, że wojna nie ma w sobie nic z chłopaka.
Małgorzata Sadowska

Tchórz, reż. Lukas Dhont
Będący ekranizacją książki Keirana Godarda najnowszy film Clio Barnard otrzymał w Cannes nagrodę publiczności w sekcji Piętnastka Reżyserów. Oto grupa przyjaciół z robotniczego osiedla w Birmingham właśnie weszła w dorosłość. Konieczność utrzymania się na powierzchni, codzienna walka o pieniądze i pracę, odmienne życiowe ścieżki i inne definicje sukcesu – wszystko to testuje siłę więzi łączącej piątkę trzydziestolatków. Ktoś się nieoczekiwanie wzbogacił, ktoś utknął, ktoś nie wytrzymuje presji, ktoś lawiruje na granicy prawa – porażki, rozczarowania, ambicje, uczucia, przywileje i ich brak tworzą wybuchową mieszankę gotową rozsadzić ich relację. Ale ten z tradycji loachowski, a z ducha autorski film o rozpadzie nadziei i marzeń dotyczy także kryzysu państwa socjalnego: końca marzeń o społeczeństwie jako wspólnocie, o równym i sprawiedliwym dostępie do dachu nad głową czy pracy. Barnard upomina się o młode pokolenie, przerażone brakiem perspektyw, będące w żałobie po planach na przyszłość, wściekłe, bezradne i przemęczone. Ten poruszający, a momentami nawet wzruszający film o kryzysie mieszkaniowym w Wielkiej Brytanii z pewnością zarezonuje szeroko, bo dotyka powszechnych problemów postkapitalistycznego świata. Jednocześnie jego największą siłą pozostają bohaterowie – przyjaciele tak prawdziwi i bliscy, że pod koniec seansu ma się wrażenie, jakby było się częścią ich paczki. I wcale nie ma się ochoty ich opuszczać. A zatem, prekariusze wszystkich krajów, łączcie się!
Małgorzata Sadowska

I See Buildings Fall Like Lightning, reż. Clio Barnard
Rozgrywający się we współczesnym Paryżu Dziennik panny służącej Radu Jude to wariacja na temat dekadenckiej powieści Octave’a Mirbeau. Słynny utwór pisarza anarchisty stał się szczególnie głośny w czasie afery Dreyfusa, skandalu, który obnażył głęboko zakorzenione uprzedzenia i trwale wpłynął na europejską politykę. Nie trzeba jednak znać książki Mirbeau czy jej głośnych adaptacji filmowych Jeana Renoira i Luisa Buñuela, by zanurzyć się w nowym dziele Radu Judego. Źródłowy tekst uruchamia jednak fascynujące analogie, dzięki którym ta slapstickowa szarża na współczesne formy niewolnictwa zyskuje dodatkową głębię. U Judego Gianina, rumuńska migrantka mieszkająca u pracodawców, prowadzi dom zamożnej, pseudointelektualnej pary. Jej los odbija się w historii Célestine, bohaterki powieści Mirbeau. Wieczorami na życzenie gospodarzy Gianina przygotowuje się do amatorskiej inscenizacji Dziennika panny służącej. W wolnych chwilach rozmawia z córką, która mieszka z babcią i cierpliwie znosi nieobecność matki utrzymującej rodzinę z zagranicy. Wszystko idzie zgodnie z planem Gianiny – do czasu. Najnowszy film ulubieńca publiczności kina autorskiego, a zarazem jego najbardziej prowokacyjne dzieło, okazuje się zaskakująco czułą satyrą społeczno-ekonomiczną. Bohaterka przedstawia siebie jako apolityczną, posłuszną i niemal niewidzialną członkinię klasy służącej, ale właśnie dzięki niej film pokazuje, że ponad sto lat później mechanizm wyzysku wciąż działa bez zakłóceń.
Dorota Lech

Dziennik panny służącej, reż. Radu Jude
Prawdziwy nokaut w sekcji konkursowej festiwalu w Cannes (Nagroda Jury). Najnowsze dzieło Valeski Grisebach to powoli rozwijający się reżyserski popis, który wydobywa na światło dzienne przeszłość, a wraz z nią lokalne legendy, regionalną historię oraz nieustannie zmieniające się reguły gry. W zakurzonym, górzystym bułgarskim regionie przygranicznym, niepokojonym przez wojny o wpływy między przemytnikami, poznajemy Saïda, człowieka z marginesu, który przekracza granicę z Turcją z transportem paliwa. Tam spotyka dawną znajomą z pracy, pochodzącą z tej okolicy archeolożkę Veskę. Wspólna przeszłość łączy kobietę zarówno z Saïdem, jak i z lokalnym bossem Ilyą, który rywalizuje w czarnorynkowej działalności z nowym graczem, Ravenem. Saïd właśnie odrzucił propozycję tego drugiego, by dołączyć do siatki przemytników ludzi; wkrótce znika po nim wszelki ślad... Te elementy fabuły, albo wyśnione, albo rzeczywiste, są jednak tylko przebłyskami czegoś znacznie większego i trudniejszego do uchwycenia, co rozgrywa się w osobnym świecie, mistrzowsko skonstruowanym przez reżyserkę, którą nowohoryzontowi widzowie dobrze znają z nagrodzonego Westernu (17. NH).
Dorota Lech

Życie snem, reż. Valeska Grisebach
Na odległej wyspie u wybrzeży chilijskiej Patagonii Silvia wiedzie samotne życie, utrzymując się z połowów i zbierania alg. Gdy przygarnia porzuconą suczkę Yuri, codzienność nabiera nowego rytmu. Więź z niesfornym zwierzęciem wypełnia pustkę pozostawioną przez niespełnione pragnienie macierzyństwa. Gdy Yuri zaczyna podążać za własnymi instynktami, kobieta musi zmierzyć się z tym, co wymyka się kontroli: zarówno w naturze, jak i w niej samej. W swoim najnowszym filmie Dominga Sotomayor (Od czwartku do niedzieli, 12. NH, Za późno, by umrzeć młodo, 18. NH) po raz kolejny wykazuje się wrażliwością i umiejętnością dostrzegania emocji ukrytych pod powierzchnią codziennych zdarzeń. Inspirowana powieścią Pilar Quintany La Perra jest opowieścią o samotności i pragnieniu oswojenia tego, co nieuchwytne. Pokazany w sekcji Piętnastka Reżyserów w Cannes film chilijskiej reżyserki zachwyca surowym pięknem, przekształcając kameralną historię w popis sił natury. Szum oceanu, wiatr i puste pejzaże wyspy zostają w pamięci na długo po zakończeniu seansu. Podczas tegorocznego festiwalu w Cannes La Perra została uhonorowana Nagrodą Palm Dog, czyli psią Złotą Palmą, która powędrowała do czworonożnej aktorki Yuri.
Ewa Szabłowska

La Perra, reż. Dominga Sotomayor