English

Obrazy błota, ciała i światła. „Kwiecień” od dziś w kinach

Wczoraj
fot. Jac Martinez
Laureaci Berlinale, Wenecji, Rotterdamu i Locarno w programie festiwalu

Filmy podejmujące ważne tematy czy dotykające kwestii granicznych, wymagają odpowiedniej oprawy wizualnej. Najlepiej, jeśli za kamerą staje ktoś, kto rozumie się z reżyserką bez słów, pracował z najważniejszymi twórcami kina autorskiego, sprawdził się przy dużych, komercyjnych produkcjach i potrafi odnaleźć się zarówno w intymnym dramacie, jak i na planie z największymi gwiazdami Hollywood. Szczęśliwie Dea Kulumbegashvili, której Kwiecień trafia dziś do polskich kin, miała do dyspozycji idealnego partnera.

Najnowszy film autorki Początku (21. NH) to obraz surowy, cielesny, skąpany w błocie i zimnym świetle szpitalnych jarzeniówek, a przy tym hipnotycznie piękny. Za jego obrazy odpowiada Arseni Khachaturan – białoruski operator, który z gruzińską reżyserką współpracuje od lat, a którego kamera potrafi być jednocześnie czuła i bezlitosna. To on prowadzi nas przez pola, burze, szpitalne sale i ciemne drogi wschodniej Gruzji, budując kino nie tyle do oglądania, ile do fizycznego przeżycia.

Nazwisko Khachaturiana warto zapamiętać. Pomimo młodego wieku ma na koncie zdjęcia do Do ostatniej kości Luki Guadagnino, pracował też przy serialowym Idolu Sama Levinsona, a ostatnio stanął za kamerą Dramy Kristoffera Borgliego z Zendayą i Robertem Pattinsonem. Ale to właśnie w Kwietniu jego styl wybrzmiewa z wyjątkową siłą: w długich, nieruchomych ujęciach, w perspektywie, która nie daje bezpiecznego dystansu, w obrazach natury mających fakturę mokrej ziemi i gęstniejącego powietrza. Kamera Khachaturiana potrafi zawisnąć nad ciałem, śledzić oddech, zostać w kadrze o kilka sekund za długo, przez co tak trudno się od niej uwolnić.

W rozmowie z magazynem „Filmmaker” Khachaturan podkreślał, że wraz z Kulumbegashvili chcieli stworzyć „namacalne, fizyczne doświadczenie”, a kamera miała „nieść widza” przez przestrzeń filmu. Jak udało się to w praktyce? To musicie już ocenić sami.

Zaplanuj seans

Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień?

Zdobywca Nagrody Specjalnej Jury na festiwalu w Wenecji, przejmujące kino, które łączy realizm społeczny z body horrorem – gatunkiem rewelacyjnie sprawdzającym się dziś do opisu kobiecych doświadczeń (wystarczy wspomnieć Titane czy Substancję). Dea Kulumbegashvili (Początek, 21. NH) sięga po niego, by w brawurowym, radykalnym Kwietniu penetrować ciała i dusze. Jej bohaterką jest doświadczona ginekolożka Nina (Ia Sukhitashvili) oskarżona o spowodowanie śmierci noworodka. W atmosferze podejrzeń i wrogości Nina kontynuuje swoją pracę, także tę po godzinach, kiedy przeprowadza aborcję we wsiach. W świecie, w którym warunki życia kobiet dyktują religia i patriarchat, jej działalność nie tylko wymaga niebywałej odwagi, ale też spycha ją na społeczny margines, czyni z niej monstrum. Nikt ci nie podziękuje i nikt cię nie obroni – jasno opisuje jej sytuację kolega lekarz. Surowy, skąpany w błocie, zanurzony w zimnym świetle szpitalnych jarzeniówek Kwiecień nieoczekiwanie wybucha pięknem. Pole pełne maków, wesołe gaworzenie dziecka, spektakularny fiolet nieba – najokrutniejszy miesiąc to kwiecień. Ale też najpiękniejszy, gdy bywa obietnicą całego życia.

Partnerem premiery Kwietnia jest Wydawnictwo Czarne, z którym przygotowujemy dla Was filmowo-książkowy konkurs. Szczegóły znajdziecie w poniedziałek (20 kwietnia) na instagramowych profilach Nowych Horyzontów i Czarnego.


czytaj także
Dystrybucja Gra w kości, czyli co Matthew Herbert robi w „Kwietniu” 3 dni temu
Branża Ostatni moment! Weź udział w Studiu Nowe Horyzonty+ i w Polish Days 14/04/26
News Bilety na Timeless Film Festival Warsaw już dostępne w sprzedaży 10/04/26
Dystrybucja Najokrutniejszy i najpiękniejszy miesiąc: „Kwiecień”. Zobacz zwiastun filmu 9/04/26

Newsletter

OK