Są takie filmy, przy których warto, a nawet trzeba używać wielkich słów. Epicka, zrealizowana z rozmachem, prawdziwa uczta kinomana: mowa o Zmartwychwstaniu Bi Gana, które już 27 lutego rozgości się na ekranach polskich kin. To wielowątkowy, działający na wszystkie zmysły list miłosny do kina jako sztuki, który jest piękny nie tylko sam w sobie, ale prowokuje także do powstawania piękna wokół niego.
Dlatego dziś dzielimy się tym pięknem razem z Wami i prezentujemy zestaw wspaniałych plakatów artystycznych towarzyszących Zmartwychwstaniu. Selekcję przygotował jeden z naszych ulubionych ekspertów od kina Azji – Sławomir Wasiński aka Wchłonięty przez Orient, któremu niżej przekazujemy głos.
Lu Yunfan, chiński projektant plakatów filmowych, by oddać piękno, złożoność i artyzm Zmartwychwstania – najnowszego dzieła Bi Gana, stworzył serię artystycznych plakatów najwyżej próby. Każdy z siedmiu skupia się na pojedynczym rozdziale – noweli, z których złożona jest opowieść Bi, a większość wizualizacji opiera się również na odmiennej percepcji czy ludzkim zmyśle. I tak wśród nich znajdziecie Prolog oraz rozdziały opierające się na wzroku, słuchu, smaku, węchu, dotyku oraz na świadomości – umyśle łączącym wszystkie te zmysły. Ostatni plakat, z postacią wampira, choć nie należy do serii, fantastycznie oddaje atmosferę przesiąkniętego smutkiem filmu Bi Gana.
Na początek Prolog, czyli kino jako trup, o wizji świata po „śmierci kina”. Nie jest to jeszcze żaden ze zmysłów, a raczej moment przed percepcją – stan zerowy.

1. Plakat odnoszący się do pierwszego segmentu filmu, stylizowanego na kino nieme i skupiającego się na wzroku (visual). To pierwsze zmartwychwstanie kina, moment kiedy obraz porusza się, ale jeszcze nie „czuje”.

2. Nawiązanie do drugiego segmentu przybierającego formę kina noir/kryminału i skupiającego się na słuchu (auditory). Wejście w epokę dźwięku prowadzi do tego, że obraz zaczyna kłamać. Dialog nie prowadzi do prawdy, a głos nie pasuje do ciała. Kino staje się medium iluzji i manipulacji.

3. Nawiązanie do trzeciego segmentu, będącego najbardziej alegoryczną częścią i skupiającego się na smaku (gustatory). To chwila, w której film przestaje opowiadać, a zaczyna wspominać. Pamięć jako doświadczenie cielesne zostaje tu uruchomiona niczym za sprawą Proustowskiej magdalenki, dzięki czemu w tym ujęciu kino przestaje być zapisem rzeczywistości, by stać się przeżyciem wewnętrznym.

4a i 4b. Plakaty do czwartego segmentu, będącego najbardziej efemeryczną częścią i skupiającego się na węchu (olfactory). Jako że węch pozostaje zmysłem, którego kino nie potrafi oddać bezpośrednio, pojawia się tu wiele sugestii i luk. Bi Gan opowiada o kinie jako o medium straty. Najistotniejsze doświadczenia są zawsze poza obrazem, a węch funkcjonuje tu jak duch – obecny, ale nieuchwytny.
Tu w dwóch wersjach plakatu, przed i po napłynięciu zapachu.


5. Nawiązanie do piątego segmentu, będącego częścią zapatrzoną na ciało i czas oraz skupiającego się na dotyku (tactile). Kontakt, ruch i fizyczność stają się domeną tego segmentu. Długie ujęcia śledzą ciała w przestrzeni. Dotyk na zawsze pozostanie zmysłem teraźniejszości, a kino na moment odzyska życie, bo choć to część najbardziej żywa, jest równocześnie najbardziej krucha.

6. Nawiązanie do szóstego segmentu, będącego końcem i ponownym zmartwychwstaniem oraz skupiającego się na świadomości/umyśle (consciousness). Brak tu, jak to było wcześniej, pojedynczych zmysłów w potocznym rozumieniu. To buddyjska koncepcja szóstego zmysłu, która mówi o umyśle jako miejscu, w którym wszystkie zmysł się łączą. Wcześniejsze, tak wyraźnie, granice między segmentami zostają zatarte, a bohater zaczyna rozumieć, że nie przeżywa świata, tylko jego zapis. Kino nie wraca do życia, lecz trwa jako pamięć. Ostateczne „zmartwychwstanie” nie jest zmartwychwstaniem kina jako masowego medium, a kina jako wewnętrznego doświadczenia widza. Doświadczenia tym bardziej cennego, bo wzmocnionego indywidualną pamięcią.

Czy zatem kino umiera za każdym razem, gdy próbujemy je zdefiniować? Z pewnością mogę się z tym zgodzić. Ważniejszy jednak jest fakt, że rodzi się na nowo, zmartwychwstaje za każdym razem, gdy je czujemy, gdy je doświadczamy.
7. I na deser: plakat z wampirem – nie nawiązuje już do konkretnych zmysłów, ale… Zobaczcie film, a zrozumiecie.

Specjalna Nagroda Jury na festiwalu w Cannes. Najnowszy film Bi Gana, reżysera pamiętnej Długiej podróży dnia ku nocy, to kino totalne – wirtuozerska formalnie oda do medium filmowego, film-odyseja, film-sen, którego poszczególne segmenty odnoszą się do ludzkich zmysłów. Kino według chińskiego reżysera jest w stanie działać na każdy z nich – zachwycając i porażając. Wizja Bi Gana to futurystyczna dystopia, w której nie potrafić śnić to być nieśmiertelnym, a ci, którzy śnią (śnią kino!), są Deliriantami skazanymi na wieczną, oniryczną tułaczkę. Epicki, formalnie mistrzowski obraz zabiera nas w pięć niezwykłych podróży po historii X muzy – od ekspresjonistycznego kina niemego, przez osadzony w czasie wojny noir, buddyjską przypowieść, neorealistyczny heist movie, po milenijną, wampiryczną love story. To kino wolne, hipnotyzujące, zachwycające – popis czystej wyobraźni.
W kinach od 27 lutego.