English
zaloguj / zarejestruj

MFF w Wenecji: relacje Marcina Pieńkowskiego

6/09/20
Niepamięć, reż. Christos Nikou
Polska premiera "Sweat" Magnusa von Horna w dniu otwarcia 20. MFF NH "Świat, który nadejdzie" filmem otwarcia 11. American Film Festival

Dyrektor artystyczny Nowych Horyzontów, Marcin Pieńkowski, pisze dla Was z festiwalu w Wenecji. Co słychać, co widać na weneckich ekranach?

1.

Wenecja. Pierwszy duży festiwal filmowy od lutowego Berlinale. Najczęściej pojawiające się słowa? „Nareszcie”. „Inaczej”. „Dziwnie”. Jest mniej widzów i gości niż zazwyczaj. Program zapewne również wyglądałby inaczej. Ale nie ma to znaczenia. Czuć niepewność, ale również ulgę, zaspokojony głód oglądania filmów na dużym ekranie. Pierwszego dnia festiwalu obejrzałem ich pięć. Dziwnie (no właśnie!) ogląda się filmy, nie mając towarzysza na siedzeniu obok. Wszyscy są zdyscyplinowani i noszą maseczki, trzymają dystans w kolejkach (dość krótkich). Mimo wszystko czujemy się tutaj jak wspólnota. Festiwale zawsze będą łączyły.

Pierwszy dzień festiwalu to szereg pokazów inaugurujących poszczególne sekcje. Najciekawiej wypadła Niepamięć (Apples / Mele), otwierająca konkursowe Orizzonti. Grecko-polski debiut Christosa Nikou o pandemii… amnezji. Delikatny, błyskotliwy film o nauce życie od nowa niesamowicie trafił w swój czas. Pokazał również, że kino greckie wciąż ma się świetnie i potrafi w świeży, brawurowy, oczywiście alegoryczny sposób analizować współczesne społeczne przypadłości. Dużo tam polskich akcentów – świetne zdjęcia Bartosza Świniarskiego, polskim producentem jest Mariusz Włodarski z Lava Films (w tym roku również Sweat Magnusa von Horna i Śniegu już nigdy nie będzie Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta). Cieszę się, że dystrybutorem Niepamięci jest Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, zaś polska premiera festiwalowa filmu odbędzie się w listopadzie we Wrocławiu. Trzymajcie za nas kciuki.

2.

Pedro Almodóvar, Jean Cocteau i Tilda Swinton? Czy to mogło się nie udać? Mistrz przywiózł na Lido miniaturowy (ledwie trzydzieści minut) The Human Voice. Błyskotliwy, neurotyczny monolog (a właściwie fragment dialogu) rewelacyjnej Swinton o samotności, tęsknocie, zaczynaniu życia od nowa. Almodóvar bawi się kinem, tworzy umowną przestrzeń, mruga do nas, a my toniemy w jego świecie zafrasowani i uśmiechnięci. Ten film to także komentarz do pandemijnego zamknięcia – pełen smutku, ironii i nadziei.

Faworytką weneckiego konkursu stała się zasłużenie Jasmila Žbanić, która w poruszającym Quo Vadis, Aida? przedstawia jedną z najczarniejszych kart współczesnej historii Europy – masakrę w Srebrenicy. Główną bohaterką jest tłumaczka (niezwykła Jasna Duričić) – ktoś pomiędzy zagubionymi stronami, starająca się scalić świat zmierzający ku zagładzie. To film, który zostaje mocno w głowie, porusza do żywego, rozszarpuje nasze serca. Ale robi to nie na zasadzie terapii wstrząsowej, lecz subtelnie, dzięki przemyślanej konstrukcji, rewelacyjnej reżyserii (to jej najlepszy film od czasu berlińskiego sukcesu Grbavicy), genialnego montażu Jarosława Kamińskiego. Ten film powinno pokazywać się w szkołach, także naszych, jako lekturę obowiązkową. Z całego serca życzę Žbanić Złotego Lwa.

3.

W hinduskim The Disciple w reżyserii Chaitanya Tamhane pobrzmiewają echa kina wielkiego Satyajita Raya. Codzienność miesza się z poezją, wspaniała muzyka z dźwiękami nieznośnej egzystencji. To magnetyczne, melancholijne kino o dążeniu do perfekcji, o samotności w drodze do spełnienia marzeń, o rozczarowaniu autorytetami. A wszystko zaobserwowane cierpliwą kamerą Michała Sobocińskiego. To trzeba oglądać w kinie.

Podobnie jak świetny The World to Come Mony Fastvold. To kameralne, bardzo proste i czyste kino, przypominające nasz niedawny film otwarcia Portret kobiety w ogniu. Zmieniają się jednak realia, tym razem mamy amerykańską północ końca dziewiętnastego wieku. To film, w którym emocje i uczucia bohaterek współgrają z rytmem przepięknie sfotografowanej natury – kojącej i drapieżnej. Na ekranie błyszczą świetne Katherine Waterston oraz Vanessa Kirby, która niemal rozsadziła ekran w anglojęzycznym debiucie Kornela Mundruczó, nieco cassavetesowskim Pieces of a Woman.

Chodźmy do kina!


czytaj także
Program 11. American Film Festival: Ameryka i Amerykanie jakich nie znamy 16/09/20
Program American Film Festival 2020: od Sundance, przez Berlinale, do Wrocławia 26/08/20
Program Przetestuj platformę streamingową Nowych Horyzontów 21/08/20
Dystrybucja "Ema" Pablo Larraína w kinach
od 11 września
22/09/20