English
zaloguj / zarejestruj

Szok jest kluczowy. Rozmowa z Isabellą Eklöf

Michał Hernes
2/08/18
Isabella Eklöf, fot. Maciej Kulczyński
Don Kichot był moim Everestem. Rozmowa z Terrym Gilliamem Maja S. K. Ratkje: dialog z publicznością

- Uważam, że lepiej oglądać pornografię - pozostać w świecie bezpiecznej iluzji, niż kogoś zgwałcić. Musimy być otwarci na rozmowę i przeprowadzać filmowe śledztwa na każdy temat. Jeśli zabroni się ludziom dyskutować o pewnych rzeczach, rezultaty będą przerażające - Isabella Eklöf opowiada o filmie Holiday w rozmowie z Michałem Hernesem.

Dlaczego zdecydowałaś się zadebiutować filmem o takiej tematyce?

Łatwo jest zrobić debiut, bo nie jesteś jeszcze na świeczniku. Prawdę mówiąc, nikogo to nie obchodzi.

Czy producenci dali ci wolną rękę?

Miałam szczęście nawiązać współpracę z producentami o otwartych umysłach, którzy są szczerze zainteresowani prawdziwą sztuką, a nie tylko zarabianiem pieniędzy. Sztuka jest ważniejsza od zysku. Wielu producentów powtarza, że wierzy w nią, ale zazwyczaj to tylko puste frazesy. Z takim nastawieniem nie zrobi się dobrych filmów.

Czemu zdecydowałaś się właśnie na ten temat?

Został mi podsunięty przez producentów, był to więc trochę przypadek. Przyznaję, że jestem radykalną osobą, która lubi prawdę i nie przepada za kompromisami. Nie znałam historii opisanej w literackim pierwowzorze; bazowałam na zdjęciach i różnych opisach. Mam dokumentalne podejście do robienia filmów i lubię szukać interesujących historii. Główna bohaterka, Sascha, poznaje gangstera, który jest bogaty, przystojny i ma władzę, a ona uczy się zasad rządzących mafijnym światem.

Iście hollywoodzka historia!

Coś w tym jest. Ludzie lubią hollywoodzkie żony, który nie robią niczego poza zakupami, botoksem i jogą. Gdy twoje życie nie sprowadza się do niczego innego, może ci to podciąć skrzydła. To mnie przyciągnęło w tej opowieści i byłam ciekawa, jakie pokusy i chwile załamania przychodzą, gdy obierasz taki kierunek.

Czym się kierowałaś podczas researchu?

W dużej mierze odpowiadała za niego współscenarzystka filmu, Johanne Algren, która zna życie tych ludzi. Zagłębiłam się w międzynarodowy handel narkotykowy (od Afganistanu, przez Turcję, na Hiszpanii kończąc), wokół którego kręci się cały przemysł turystyczny. Kryminolodzy z Malagi opowiedzieli mi o konkretnych mechanizmach napędzających cały biznes. Przyznaję, że w trakcie pracy nad filmem zaskoczyło mnie, jak bardzo powiązane ze sobą są legalna i nielegalna gospodarka, spotykające się np. w handlu nieruchomościami. Każdy może w nie zainwestować - to łatwy sposób, żeby uciec od podatków i problemu z pieniędzmi, których oficjalnie nie powinno się posiadać.

Jakie było dla ciebie największe wyzwanie w trakcie pracy nad Holiday?

Zachowanie równowagi między tradycyjną narracją i fabułą a moim pomysłem przeprowadzenia śledztwa na temat tego świata i jego mieszkańców. Kiedy robisz film, masz obowiązek nie zanudzić widowni. To przecież nie jest wykład akademicki. Z jednej strony musisz zrealizować postawiony przez siebie ambitny cel, a z drugiej - dostarczyć ludziom rozrywki.

Jak tego dokonać?

Stosując różne sztuczki. Musisz zbudować napięcie i wprowadzić mylne tropy. Uwielbiam zapraszać ludzi do pewnej gimnastyki umysłowej; zachęcać, by nie podążali za opowiadaną historią ślepo i bezmyślnie. Chcę pobudzić ich intelekt.

Główną rolę w Holiday zagrała Victoria Carmen Sonne. Skąd ten wybór?

To wschodząca gwiazda kina, która jest bardzo znana w Danii. Co dla mnie najważniejsze - nie boi się takich propozycji.

Domyślam się, że sporo aktorek czeka na odważne i niebanalne scenariusze.

Zgadza się, wiele z nich jest znudzonych graniem w operach mydlanych i uwielbia wyzwania. Trudność polega na znalezieniu aktorki, która naprawdę rozumie bohaterkę; jest inteligentna i odważna.

Nie obawiałaś się, że pewne sceny mogą wzbudzić kontrowersje i oburzyć widzów?

Gdy chcesz zrobić coś nowego i odmiennego, ktoś może poczuć się tym urażony.

Nie przepadam za szokowaniem widzów, ale jest to konieczne. Inaczej nie da się iść do przodu. Jeśli się czegoś obawiasz, niczego nie osiągniesz. Osobiście nie przejmuję się tym, co ludzie o mnie myślą. Robię swoje.

Wolność jest dla mnie bardzo ważna.

Dobre filmy często powstają w kontrze?

Niekoniecznie; chodzi bardziej o potrzebę zrozumienia czegoś. Jeśli tylko kopiujesz i powtarzasz dokonania innych, gdzie w tym cel?

Czy czujesz, że po zrealizowaniu Holiday lepiej rozumiesz pewne rzeczy?

Czuję, że przeprowadziłam śledztwo z prawdziwego zdarzenia, mające na celu wyjaśnienie tej sprawy. To dla mnie ważniejsze od końcowego rezultatu. Nie wyznaczyłam sobie nieosiągalnego celu, dzięki czemu nie zgubiłam się po drodze.

Chwila, czy cel przypadkiem nie jest najważniejszy w prowadzeniu śledztwa?

Porównałabym to do nauki - jeśli wydaje ci się, że wiesz, jaki osiągniesz rezultat, na pewno nie masz do czynienia z nauką. Nie chodzi o cel, tylko o nieustanne budowanie coraz bogatszego obrazu świata. Nie istnieje ostateczna odpowiedź. Obalono nawet teorię Einsteina. Ludzie ciągle szukają sensu i znaczenia pewnych zjawisk, ja tymczasem uważam, że nie muszę dokładnie wyjaśniać tego, co dzieje się na ekranie. Niech widzowie sami się domyślą. Wolę zajmować się tematami, które mnie fascynują i łączyć je w całość, by potem przekonać się, co z tego wyjdzie.

Isabella Eklöf, fot. Maciej Kulczyński

Sportretowanie mafii było dużym wyzwaniem?

Rozumiem mafijną mentalność, bo pochodzę z nietypowej, patriarchalnej rodziny, w której ojciec stoi na pierwszym miejscu: dla kogoś z rodziny można by nawet zabić. Sportretowanie mafii przyniosło mi sporo frajdy. Bycie gangsterem jest cool, ale też ogromnie niebezpiecznie. To zabija cię wewnętrznie. Bohater mojego filmu to przystojny i groźny psychopata, od którego lepiej trzymać się z daleka. Nie wolno jednak przesadzić z pokazywaniem czarno-białego obrazu świata.

Co jeszcze przyniosło ci frajdę w trakcie pracy nad tym filmem?

Zabrzmi to paradoksalnie, ale scena gwałtu, bo była trudna w realizacji. To techniczne wyzwanie. Aktorzy Holiday tak naprawdę nie uprawiali seksu - jak mamy więc sprawić, żeby wyglądało to możliwie realistycznie? To był magiczny trik; kino w pewnym sensie jest magią. Budowanie iluzji przynosi wielką frajdę. Uważam, że lepiej oglądać pornografię - pozostać w świecie bezpiecznej iluzji, niż kogoś zgwałcić. Musimy być otwarci na rozmowę i przeprowadzać filmowe śledztwa na każdy temat. Jeśli zabroni się ludziom dyskutować o pewnych rzeczach, rezultaty będą przerażające.

Skąd wzięło się u ciebie to zainteresowanie mrocznymi i ponurymi tematami?

Obawiam się, że nadchodzi wojna. To czas, by być odważnym.

Czy twoim zdaniem filmy mogą pomóc w nabraniu odwagi?

Absolutnie, a zwłaszcza dyskusja, która ma miejsce po seansie. Staram się zapełniać głowy widzów pytaniami i refleksjami.

Wierzysz, że filmy są w stanie zmienić ludzi?

Tak - jak i cała sztuka. Nie wolno jej lekceważyć. Wyobraź sobie świat bez książek, muzyki i obrazów. Musimy przypominać o tym ludziom.


Michał Hernes

Zakochany w cytatach psychofan filmu „Tamte dni, tamte noce”, który zapytał Romana Polańskiego, dlaczego torturuje bohaterki swoich filmów. Dziennikarz związany z portalem tuWroclaw.com i blogiem filmowym Watchingclosely.pl. Publikował m.in. na łamach weekendowego magazynu Gazeta.pl, „Dziennika Gazety Prawnej” i Wirtualnej Polski.


czytaj także
Wywiad Nanook of the North: abstrakcja spotyka moc przyrody 2/08/18
Wywiad Kiedy rzeczywistość mówi "sprawdzam". Rozmowa z Joe Penną 3/08/18
Esej Polskie kino narusza tabu. Esej Piotra Czerkawskiego 1/08/18
Wywiad Wyjść poza strefę komfortu. Rozmowa z Iris Zaki 3/08/18