English
zaloguj / zarejestruj

Czy potrzebne nam państwo? [rozmowa z Sylvainem L’Espérancem]

Natalia Gruenpeter
10/08/17
Sylvain L’Espérance, fot. Anna Jochymek
Rozpoczął się nabór na Polsko-Amerykańskie Spotkania Koprodukcyjne 8. edycja Studia Nowe Horyzonty+

Ludzie są ekspertami w swojej własnej sytuacji. Nikt nie musi im jej wyjaśniać. Kiedy protestują, ich myśli są wcielane w działania. Inaczej jest z politykami, których słowa nigdy nie są wcielane w życie – mówi Sylvain L’Espérance, reżyser filmu "Pokonać noc".

Natalia Gruenpeter: W jednym z wywiadów mówił pan, że media relacjonują kryzysy i protesty w zbyt uproszczony i niewłaściwy sposób. Czy tu powstaje przestrzeń, w którą powinni wkroczyć filmowcy?

Sylvain L’Espérance: Na pewno. Na przykład narracja, jaką otrzymujemy na temat kryzysu w Grecji, sprowadza się do tego, że Grecy za dużo wydawali, więc sami są sobie winni i muszą za to zapłacić. To opowieść narzucana przez unijną trojkę i ekonomiczne siły. Widzimy, że to nieprawda, kiedy prześledzimy wydarzenia. Dług wynikał z wielu różnych czynników, między innymi z wejścia w strefę euro. Poza tym kwestia długu dotyczy wszystkich zachodnich krajów. I ciągle słyszymy, że to my – obywatele – jesteśmy za to odpowiedzialni, bo mamy za dużo socjalnych programów. W rzeczywistości w wielu krajach zachodnich obserwujemy destrukcję takich programów. Razem z tym zmienia się sposób, w jaki traktujemy firmy. Przez ostatnie lata mieliśmy do czynienia z powolnym ograniczaniem podatków nakładanych na przedsiębiorstwa i wzrostem podatków nakładanych na ludzi. A długi rosną. Więc opowieść, którą słyszymy, jest nieprawdziwa. Musimy się temu przeciwstawić.

Jak robili to Grecy?

Moja praca w Grecji wynikała z zainteresowania tym, jak ludzie sprzeciwiają się wobec prowadzonej polityki. Film zacząłem kręcić w 2014 roku, odbyła się wtedy duża manifestacja przeciwko unijnym regulacjom. Trojka twierdziła, że sytuacja w Grecji się uspokaja, że program jest dobrze wdrażany, a ludzie się do niego dostosowują. Interesowało mnie prześledzenie bardziej ukrytego kryzysu, tego, o czym nie mówi się w wiadomościach. Podróżując po Grecji, zdałem sobie sprawę z tego, że niemal codziennie odbywają się jakieś manifestacje. Nie tak duże jak te w 2012 roku, ale organizowane przez małe grupy ludzi. To był znak, że Grecy nie zrezygnowali, że sytuacja wciąż się zmienia.

Czy jako filmowiec chciał pan ukazać ich perspektywę?

Chciałem stworzyć przestrzeń, w której ludzie będą mogli wyrazić swoje zdanie. W takiej sytuacji w filmie nie trzeba używać głosu z offu ani pytać o zdanie ekspertów. Ludzie są przecież ekspertami w swojej własnej sytuacji. Nikt nie musi im jej wyjaśniać. Kiedy protestują, ich myśli są wcielane w działania. Widzę doskonałą zgodność między tymi dwiema sferami. Inaczej jest z politykami, których słowa nigdy nie są wcielane w życie. Są tylko słowa i żadnego działania.

Widzi pan w polityce performance?

Tak. Widać to, kiedy obserwowaliśmy działania Syrizy po przejęciu władzy. Obiecywali, że sprzeciwią się unijnej trojce. W ciągu sześciu miesięcy nie spełnili tego zobowiązania, ponieśli całkowitą porażkę, działając zresztą wbrew woli ludzi. Więc w tej chwili może się wydawać, że nie ma żadnej alternatywy. I to jest zresztą przekaz powtarzany przez ostatnie 30 lat. Wszyscy pamiętamy hasło Margaret Thatcher: Nie ma żadnej alternatywy. Syriza chciała od tego uciec, ale nie oparła się sile Unii Europejskiej. Więc zadaję sobie pytanie, czy możemy zmienić politykę w ramach istniejącego systemu. Sądzę, że to bardzo trudne. W filmie wiele osób mówi, że powinniśmy zacząć od drobnych rzeczy i całkowicie zmienić sposób patrzenia na politykę, wynaleźć ją na nowo. Nie czekać na zbawcę i działać tam, gdzie możemy, na poziomie dzielnic, miast. Wtedy można coś zmienić.

Jeżeli wierzymy, że jednak jest alternatywa, musimy sobie jakoś wyobrażać przyszłość. Jak pan ją sobie wyobraża?

Nie jestem prorokiem, więc trudno mi powiedzieć, jaka będzie przyszłość. W Grecji jest teraz bardzo trudna sytuacja, bo nadzieje, jakie ludzie pokładali w Syrizie, okazały się płonne. Zorganizowano tam referendum, aby zapytać ludzi, czy zgadzają się z polityką oszczędności. Ludzie opowiedzieli się przeciwko takiej polityce, ale już chwilę później rząd skapitulował i zaakceptował nowe memorandum. Syriza była koalicją różnych partii lewicowych. Od dłuższego czasu w Grecji nie było takiego frontu. To bardzo trudny moment dla całej lewicy europejskiej, więc wiele osób pokładało w Syrizie nadzieję, liczyło na zmianę w ramach Unii Europejskiej. Na pytanie o przyszłość trudno odpowiedzieć. Myślę, że w różnych momentach historii nie spodziewaliśmy się tego, że nadejdzie jakaś zmiana. Ale ona w końcu nadchodziła z najbardziej nieoczekiwanej strony. Mam wrażenie, że ludzie nie rezygnują, tylko nie widzimy jeszcze wyraźnie tej zmiany. Czasami mówię o rewolucji, ale nie spodziewam się, że ona nadejdzie, w każdym razie nie będzie taka jak na przykład rewolucja francuska. To będzie raczej rewolucja w sąsiedztwach, miastach. Polityka jest pełna pęknięć, w które trzeba wkroczyć z takimi działaniami. Jest jeszcze jedna interesująca rzecz: coraz wyraźniej widzimy, że państwo nie potrafi zaopiekować się ubogimi, chorymi, słabszymi. Te zadania przejmują wspólnoty, robią to bez pomocy państwa. Zaczynamy zadawać sobie pytanie, czy potrzebne nam państwo. 

Jest jednak obawa, że w miejsce państwa wkroczą korporacje.

W tej chwili w Grecji wraz z nowym memorandum weszło zobowiązanie do tego, żeby wszystko sprzedawać. Więc sprzedano lotniska, kolej, port w Atenach. Jeśli nic nie posiadasz, to jak możesz wyobrażać sobie wyjście z tej kryzysowej sytuacji? To nowa kolonizacja, która nigdy nie skończyła się w Afryce, a teraz jest wprowadzana w Europie. Naprawdę sądzę, że Grecja jest teraz zwierciadłem wszystkiego, co dzieje się w Europie. Wszędzie mamy do czynienia z prywatyzacją i musimy zapytać, jak możemy ją odwrócić. To nie będzie możliwe bez silnego wsparcia ludzi. Zastanawiam się, czy to będzie możliwe, skoro ludzie pozostają w izolacji. Kapitalizm izoluje każdego. To dotyczy też przekazów medialnych. Jeżeli słyszymy, że Grecja musi zapłacić za swoje lenistwo, załamuje się możliwość porozumienia i solidarności, na przykład między Grecją a Niemcami. Oczywiście, Niemcy są w dobrym położeniu, ale tam też żyją biedni ludzie. Tylko o tym nie rozmawiamy.

Dane Komljen, jeden z reżyserów obecnych na festiwalu, powiedział mi, że interesują go dwudziestowieczne idee, na przykład idea socjalizmu. Zastanawiał się, czy można do nich powrócić i na nowo je wykorzystać. Czy według pana to możliwe? Czy potrzebujemy myślenia utopijnego?

Też zastanawiam się nad ideą socjalizmu, a nawet komunizmu. Bo komunizm, który znamy z historii, nie był nigdy prawdziwym komunizmem. Był systemem narzuconym ludziom wbrew ich woli. A podstawowa idea sprowadza się przecież do myślenia o tym, co wspólne. Ostatnio wyszła w Kanadzie książka, która już w tytule zadaje pytanie, jak ocalić to, co wspólne, od komunizmu. Trzeba zastanowić się nad tym, jak myśleć o tym, co wspólne. Nie chodzi tylko o własność, ale o ideę, że żyjemy we wspólnym świecie, nie w izolacji. Sytuacja, w jakiej żyją ludzie w Afryce, jest powiązana z sytuacją Europejczyków. Musimy znaleźć sposób na przełamanie przekonania, że jesteśmy inni. Owszem, jesteśmy, ale wiele rzeczy mamy wspólnych. Więc komunizm – z samego znaczenia słowa, nie z historii – jest poszukiwaniem takiej formuły życia, która zakłada dzielenie się.

Rozmawiała Natalia Gruenpeter


Natalia Gruenpeter

Nauczyciel akademicki, filmoznawczyni, edukatorka i animatorka kultury, redaktorka działu filmowego dwutygodnika "artPAPIER”, interesuje się kulturą amerykańską i fotografią, uwielbia kino Gregga Arakiego, z gazetą festiwalową "Na horyzoncie” związana od 2009 roku.


czytaj także
Wywiad Pozory często mylą [rozmowa z Benem Youngiem] 10/08/17
Recenzja Moralitet w kostiumie thrillera ["W ułamku sekundy"] 10/08/17
Wywiad Film zespołowy [rozmowa z Nikosem Nikolopoulosem] 10/08/17
Wywiad W obronie artystów [rozmowa z Łukaszem Rondudą] 10/08/17