W kadrze precyzyjnej fotografii Nadine Misong Jin, przedstawiającej koreańską rodzinę w Nowym Jorku, niemal nigdy nie widać niczego w pełni. Choć z tego ziarnistego obrazu można wyczytać tak wiele, dominuje w nim cisza, która wydaje się raczej świadomym manifestem niż wyrazem bezwładu. Drobne gesty, milczenie i skrawki rzeczywistości mówią wszystko o życiu rodziny żyjącej w wyrwie między nadzieją a rozpaczą.
Jan Lubaczewski