English
zaloguj / zarejestruj

Złota Dziesiątka Małgorzaty Sadowskiej

20/07/18
Moja polska dziewczyna, reż. Ewa Banaszkiewicz, Mateusz Dymek
Złota Dziesiątka Urszuli Śniegowskiej Złota Dziesiątka Magdaleny Sztorc

Małgorzata Sadowska, selekcjonerka MFF Nowe Horyzonty, poleca festiwalowe filmy.

Ryuichi Sakamoto: async w Park Avenue Armory, reż. Stephen Nomura Schible

Film-oddech, do oglądania nawet z zamkniętymi oczami. Nie ma tu niczego, co odwracałoby uwagę od muzyki, bo także pojawiające się od czasu do czasu na ekranie plamy nieba, czy korony drzew sprzyjają wyciszeniu i skupieniu. Obowiązkowa kąpiel w dźwiękach dla zszarganych von Trierem nerwów!

Siedzący słoń, reż. Hu Bo

Kamera Hu Bo spokojnie płynie przez wnętrza mieszkań i instytucji; chłodnym okiem obserwuje współczesne "Chiny w budowie", które są zarazem Chinami w rozpadzie - wszędzie tam, gdzie idzie o relacje: rodzinne, społeczne, miłosne. Ten pierwszy i zarazem ostatni (reżyser popełnił samobójstwo jesienią 2017 roku) obraz Hu Bo, to wstrząsający obraz świata odwróconego plecami od słabych.

Kwiaciarnia, reż. Ruben Desiere

Kwiaciarnia zdobyła moje serce bezpretensjonalnym urokiem, czarnym humorem i czułością, z jaką traktuje swoich bohaterów, Romów, którzy robią podkop pod bank (no dobra, przyznaję: moje serce zawsze jest z tymi, którzy w filmach włamują się do banków). U Desiere jednak nie ma akcji ni sensacji, a pieskie deszczowe popołudnie zamienia się w takież dni i noce. Czekamy więc, palimy i słuchamy śmieszno-gorzkich opowieści o romskim życiu.

Morze Wewnętrzne, reż. Kazuhiro Sôda

Piękny, poruszający czarno-biały portret umierającej rybackiej wsi Ushimado. Niegdyś tętniącej życiem (utrwalił je w swoich filmach Shohei Imamura), dziś opustoszałej, zamieszkanej głównie przez starców, ostatnich strażników lokalnych tradycji. Napisać "film o przemijaniu" to zbanalizować doświadczenie, jakie stało się udziałem tych, którzy spotkali się po obu stronach kamery. A jest w nim przecież o wiele więcej: smutek, ale i radość ze spotkania; samotność, ale i możliwa dzięki kamerze bliskość; zapomnienie i utrwalanie; surowość i łagodność naszego "wewnętrznego morza".

Pani Fang, reż. Wang Bing

Zwycięzca Locarno wyłoniony przez jury pod przewodnictwem Oliviera Assayasa, przyprawiający o dreszcze film, który każe nam spojrzeć prosto w twarz śmierci. Ta twarz należy do chorej na Alzeimera pani Fang, przy łóżku której spędzamy dziesięć dni. I są to ostatnie dni jej życia. Starsza kobieta nie mówi, niemal się nie porusza, jej oddech jest prawie niewyczuwalny. Toczy tylko wzrokiem po zagraconym pokoju i bliskich, którzy zbierają się wokół, by jeść, rozmawiać o pogrzebie, umawiać się na ryby. Wang Bingowi udało się uchwycić pokrewieństwo starości i niemowlęctwa, tragedię odchodzenia i zarazem spokój towarzyszący faktowi, iż life goes on. A przede wszystkim ten niezwykły paradoks: iż najbardziej żywymi czyni nas śmierć, życia zaś doświadczamy na wpół martwi.

Ága, reż. Milko Lazarov

Kryjący pod lodem milczenia i rutyny potężny ładunek emocji. "Ága" to requiem dla umierającego świata. Odwołując się do słynnego Nanuka z Północy, dopowiada los jego bohaterów. Współczesny Nanuk (Michaił Aprosimow) całe życie polował na renifery, których nie sposób już spotkać na białych równinach Republiki Sacha. Nocą, w jurcie opowiada sobie z żoną dawne mity, nijak nie przystające do świata, w którym maszyny ryją Ziemię, zwierzęta przetrzebiono, a jedyna córka "zdradziła", odchodząc do miasta. Finał tego filmu przynosi jeden z najmocniejszych obrazów, jakie zobaczycie na tegorocznych Nowych Horyzontach.

Moja polska dziewczyna, reż. Ewa Banaszkiewicz, Mateusz Dymek

Film, o który zapewne będziecie się spierać, bo jest mocno prowokacyjny, jego bohaterka zaś budzi mieszane uczucia. I właśnie za to go cenię: bo drażni, bo testuje filmowe medium i obnaża nasze własne voyerystyczne pragnienia. Młoda amerykańska reżyserka, bohaterka jej dokument, polska imigrantka w Londynie oraz my, widzowie, tworzymy iście erotyczny trójkąt, w ramach którego żadne spojrzenie nie jest niewinne.

Wilgoć, reż. Marina Meliande

Deweloperka, czyszczenie kamienic, dzika reprywatyzacja - to tematy, które rozpalają umysły nie tylko mieszkańców Polski. Pamiętacie, jak w pięknym brazylijskim Aquariusie próbowano wykurzyć Sonię Bragę z jej domu, wpuszczając do sąsiedniego mieszkania termity? U Meliande buldożery rozjeżdżają domostwa ubogich, by zbudować w ich miejsce miasteczko olimpijskie (jesteśmy w Rio, tuż przed igrzyskami), a pracujący dla dużej firmy architekt próbuje zreprywatyzować serce młodej prawniczki, Any, która staje w obronie wywłaszczanych. Coś, co zaczyna się jak kino społeczne, szybko przemienia się w rzecz z pogranicza jawy i snu, by podążyć wprost w kierunku sennego koszmaru. Wszechobecna moralna zgnilizna pożera nie tylko budynki, także ciało Any zaczyna toczyć dziwna zaraza. Kapitalne kino o skorumpowanym, chorym mieście.

Szczęśliwy Lazzaro, reż. Alice Rohrwacher

Mój canneński ulubieniec (tuż za nim są Płomienie, The Image Book, Fuga i Granica - wszystkie do zobaczenia na NH), film, który ma serce i patrzy w serce. Trochę w tym Chaplina, trochę Pasoliniego, dużo ludowej ballady i moc empatii, która staje się - także w kinie - towarem deficytowym, zagłuszana przez intelekt, kalkulację, ironię. Tymczasem na Szczęśliwym Lazzaro można się bezwstydnie wzruszyć, bez poczucia obciachu i żenady. To prosta opowieść o naszym świecie, o kapitalizmie, klasowych podziałach, wykluczeniu i systematycznym niszczeniu tego, co czyste i niewinne. Piękne kino.

Monument, reż. Jagoda Szelc

Już od czasów Wieży. Jasny dzień uważam, że Szelc jest Szeptuchą, że zaklina, egzorcyzmuje, przywołuje duchy, wypędza złe moce. Nie inaczej dzieje się w fenomenalnym Monumencie, który jest nie tyle filmem, co rytuałem przejścia - a że to również dyplomowy film studentów wydziału aktorskiego, taki inicjacyjny charakter całego przedsięwzięcia wydaje się naturalny. Oto grupa uczniów szkół hotelarskich zjeżdża się na praktyki do położonego w lesie ośrodka. Tu na początek pozbawia ich imion i godności menadżerka o manierach nazistki. Im dalej w opowieść, tym mroczniej, dziwniej, i tym głębiej wchodzimy w czeluście hotelu, który zaczyna przypominać trochę obóz, trochę przedsionek piekła… Szelc pewnie włazi pod skórę Polski, mierzy się z demonami zamieszkującymi nasze umysły, przeprowadza przez mrok, leczy amnezję. Takich szamanek nam trzeba!


czytaj także
Esej Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o kinie z Islandii i Norwegii 20/07/18
Program Oslo/Reykjavik – norweskie i islandzkie kino na 18. MFF Nowe Horyzonty 20/07/18
Program W tym roku w Klubie Festiwalowym rządzi hasło Taste, That's Why 19/07/18
Top 10 Złota Dziesiątka Marcina Pieńkowskiego 17/07/18