English
zaloguj / zarejestruj

Niech żyje pornutopia! ["Misandrystki"]

Piotr Czerkawski
4/08/17
Kaurismäki na prezydenta ["Po tamtej stronie"]

"Misandrystki" zaczynają się jak niskobudżetowa wariacja na temat filmu "Na pokuszenie" Sofii Coppoli. Oto do domu na odludziu, zamieszkanego przez grono dorastających dziewcząt pod opieką surowej nauczycielki, trafia zabłąkany mężczyzna. Pojawienie się tajemniczego gościa burzy spokój grupy i prowokuje rywalizację o względy przybysza. Brzmi niewinnie? Do czasu.

Gdy naszym oczom ukazuje się scena, w której dwie bohaterki dyskutują o dwudziestowiecznej filozofii, oglądając jednocześnie gejowskie hard porno, tracimy już wszelkie złudzenia. Przed nami kolejny film Bruce’a LaBruce’a. Dzieło Kanadyjczyka to przekonujące uzasadnienie tezy punk is not dead. "Misandrystki" są ostre, głośne i wymierzone przeciwko wszelkim tabu. Na ich tle nawet "Gerontofilia" – poprzedni tytuł z dorobku LaBruce’a – opowiadająca o erotycznej relacji nastolatka i umierającego starca, sprawia wrażenie niewinnej komedii romantycznej. Jednocześnie jednak oba filmy mają zaskakująco wiele wspólnego. Ideowym łącznikiem między nimi jest postać Desiree – przemądrzałej nastolatki z "Gerontofilii", która na każdą okazję miała przygotowany zbiór uczonych cytatów z feministycznych myślicielek. Tytułowe "misandrystki" przypominają Desiree na wyższym poziomie zaawansowania – są od niej jeszcze lepiej wyedukowane, ale też trzy razy bardziej zacietrzewione i groteskowe.

Dzieło Kanadyjczyka to przekonujące uzasadnienie tezy punk is not dead. "Misandrystki" są ostre, głośne i wymierzone przeciwko wszelkim tabu.

LaBruce’owska kpina z radykalnego feminizmu przejawia się na kilku poziomach. Reżyser zarzuca swoim bohaterkom hipokryzję i udowadnia, że mając usta pełne frazesów o wolności, żyją one na odludziu, według reguł iście wojskowego drylu. Najbardziej efektowna pozostaje jednak w "Misandrystkach" warstwa językowa, będąca parodią dyskursu hiperpoprawności politycznej. Nie bez powodu otwierająca film plansza głosi, że jego akcja toczy się Somewhere in Ger(wo)many.

Wszystko wskazuje na to, że "Misandrystki" są pierwszym dziełem LaBruce’a, które mogłoby spodobać się Krzysztofowi Zanussiemu. Atak przypuszczony na naturalne sojuszniczki w walce o prawa środowisk LGBT nie oznacza jednak, że kanadyjski twórca przeszedł znienacka na pozycje konserwatywne. LaBruce pozostaje raczej wierny swojej tradycji zaskakiwania i prowokowania widzów. Przy okazji udowadnia też, jak bardzo przeciwskuteczny może okazać się fanatyzm i brak dystansu do własnych, choćby najsłuszniejszych przekonań. W końcu – jak mawiał Antoni Słonimski – "brak poczucia humoru nie zawsze musi być dowodem powagi".

Piotr Czerkawski

"Misandrystki"


Piotr Czerkawski

Krytyk filmowy, dziennikarz, doktorant Uniwersytetu Wrocławskiego (przygotowuje pracę o twórczości Erica Rohmera). Laureat Nagrody Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w kategorii "Krytyka filmowa". Stale współpracuje między z innymi z miesięcznikiem "KINO" i portalem Filmweb.pl. Od znanej polskiej reżyserski usłyszał o sobie "trochę szalony, ale w sumie w porządku".


czytaj także
Wywiad Dajemy sobie czas na myślenie [rozmowa z Katherine Waugh i Fergusem Dalym] 5/08/17
Wywiad Słoń poślubił gołąbka 5/08/17
Wywiad Manifestacje to za mało [rozmowa z Mortenem Traavikiem] 5/08/17
Wywiad Tylko ja i… film [rozmowa z Sebastianem Smolińskim] 5/08/17