en
Grabarz reż. Sándor KardosGrabarz reż. Sándor Kardos

Grabarz (11 - 24.05.2012)

Gravedigger / A sírásó

Węgry 2010 / 85'

reżyseria: Sándor Kardos

scenariusz: Sándor Kardos, Gábor Németh na podstawie opowiadania Rainera Marii Rilkego

zdjęcia: Sándor Kardos

muzyka: Peter Ogi

występują: Zoltán Mucsi (narrator), Mari Törőcsik, István Anga-Kakszi, Alina Papp, Géza Bereményi, György Báron, István B. Gellér

producent: András Muhi, Ernö Mesterházy, Mónika Mécs

produkcja: Inforg Stúdió, M&M Film

nagrody: 11. MFF Nowe Horyzonty we Wrocławiu - Specjalne wyróżnienie Jury, nagroda FIPRESCI

polski dystrybutor: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

premiera filmu: 27 kwietnia 2012

O filmie:

Adaptacja opowiadania Rainera Marii Rilkego o tajemniczym młodzieńcu obejmującym posadę grabarza w San Rocco. Nieznajomym fascynuje się córka miejscowego podesty. Spędza z nim całe dnie w cmentarnym ogrodzie, prowadząc rozmowy o śmierci. Tymczasem miasteczko nawiedza plaga. Ludzie masowo umierają, ostatni żywi pchają na cmentarz wozy pełne trumien…

Film zrealizowano za pomocą aparatu używanego podczas wyścigów konnych do rejestrowania zawodników przecinających linię mety. Nie daje on takiego obrazu przestrzeni jak zwykła kamera czy aparat fotograficzny. W Grabarzu nie ma właściwie iluzji ruchu, tak charakterystycznej dla klasycznego kina. Przed oczami widza, od strony lewej do prawej, pomału przesuwa się otoczony czarnym tłem prostokąt z fotograficznymi obrazami. Obrazy te są zniekształcone, rozmyte - jakby były utrwalone trzęsącą się ręką. Wyglądają niczym rozmazane klatki filmu, poruszające się zbyt wolno, by stworzyć wrażenie ruchu. Niekiedy tworzą surrealistyczne czy abstrakcyjne kompozycje. Tak oto reżyser zabiera widza w czasy prehistorii kina, umożliwia mu doświadczenie charakterystycznych dla poprzedzających epokę X muzy metod konstrukcji obrazów filmowych (panoramy) i złożonych z nich narracji.

Sándor Kardos:

"Od kiedy zacząłem kręcić filmy, przeszkadzało mi zawsze, że filmowe obrazy są zbyt dosłowne, ponieważ technologicznie rzecz ujmując, próbują one imitować poczucie przestrzeni, które znamy z codziennego życia. Historia [w Grabarzu] podsyca tylko wyobraźnię, która od razu jest temperowana przez obrazy. Uniemożliwia to widzowi podjęcie 'lotu fantazji' (...) Od zawsze z pasją poszukiwałem innego narzędzia kinematograficznego, takiego, które odkrywałoby przestrzeń w jej czasowym rozwoju. Nie spodziewałem się, że ono w ogóle istnieje!" (interia.pl)

Sándor Kardos

Urodził się w 1944 roku w Budapeszcie. Studiował filologię węgierską, lingwistykę i zarządzanie kulturą na Uniwersytecie Eötvös Loránd. Ukończył też Wydział Operatorski na Węgierskiej Akademii Teatru i Filmu. Od 1979 roku pracuje jako operator dla wytwórni MAFILM i jako autor filmów telewizyjnych. Współpracował z takimi reżyserami jak András Jeles czy Péter Tímár. W swojej filmografii ma m.in. współpracę z Bélą Tarrem przy Jesiennym almanachu (1984) oraz zdjęcia do polsko-węgierskiej koprodukcji Cud w Krakowie (2004), w której wystąpili m.in. Jerzy Trela, Franciszek Pieczka i Bronisław Świderski. Sam również reżyseruje, głównie krótkie filmy eksperymentalne, Grabarz jest jego pełnometrażowym debiutem. Kardos jest twórcą i głównym kuratorem Archiwum Horusa - zbioru fotografii, dokumentujących codzienne życie Węgier. Jego Résfilm (2005) zdobył tytuł Najlepszego Filmu Krótkometrażowego na 36. Węgierskim Tygodniu Filmowym. Często sięga w swoich pracach po klasyczną literaturę (Rainer Maria Rilke, Franz Kafka). Uważa, że obraz filmowy powinien być zaproszeniem odbiorcy do twórczej pracy.

Filmografia:

1983 A szép mesterségek kezdete / The Beginning of Beautiful Trades (dok.)

1992 Csutoros Sándor szobrászművész / Sculptor Sándor Csutoros (dok.)

1997 Növekvő város / Growing City (kr.m.)

2003 Telitalálat / Winning Ticket (współreżyser)

2005 Résfilm / Slitfilm (kr.m.)

2010 Grabarz / A sírásó / The Gravedigger

Media o filmie:

"Z przesuwających się klatek zniekształconych zdjęć wyłaniają się natrętne jak myśli samobójcze surrealistyczne wizje. Doskonale ilustrują sytuację bohaterów sparaliżowanych wszechobecnością śmierci i beznadziei, ludzi, którzy nie mogą, nie chcą i nie mają po co opuszczać swojej wioski. Film węgierskiego reżysera Sándora Kardosa jest też ciekawą refleksją nad kinem, dociera do jego istoty - nie zdarzenia i reprezentacje są tu najważniejsze, ale każde nieznaczne zmiany w polu widzenia, nie sam ruch, ale pragnienie jego uchwycenia. Widz jest trochę jak ten chory królik, należący do jednej z bohaterek, któremu w powolnej agonii instynkt i przyzwyczajenie do końca karzą oczekiwać pomocy." (Ludwika Mastalerz, "Dwutygodnik", nr 62)

"Optyka Grabarza przypomina doświadczenie fotoplastykonu, kolejne panoramiczne fotografie w sennym tempie przewijają się przed naszymi oczyma w trakcie trwania seansu. Celowo zdeformowane i połączone w jeden długi wizualny materiał, rozwijają się przed widzem jak cenne płótno. Grabarz jest kinem, dla którego odpowiedniejszym od sali kinowej miejscem jest przestrzeń galeryjna. Kardos poddaje bowiem w wątpliwość wszelkie przyzwyczajenia związane z kinową percepcją; już w wyborze horyzontalnej perspektywy - obrazy wypływają z lewej strony kadru i znikają po prawej stronie - zawiera się fundamentalna niezgoda Kardosa na kino jako wertykalny ciąg 24 klatek na sekundę. Przypomina się słynny film La Jette Chrisa Markera z... 1962 roku." (Tomasz Bielenia, interia.pl, 4.01.2012)

"Grabarz uwodzi i dowodzi, że najważniejsze to znaleźć formę. Grabarza na podstawie Rilkego Sandor Kardos zrealizował za pomocą aparatu rejestrującego podczas wyścigów konnych zawodników przekraczających linię mety i dlatego w tym utworze (filmem tego nie śmiem nazwać) nie ma w ogóle ruchu - konstytutywnego elementu kina. To właśnie możliwość zapisania ruchu zachwyciła pierwszych widzów. Zatem, co mamy? Czy to jest jeszcze kino?" (Katarzyna Taras, Stopklatka, 26.07.2011)

"Jeszcze ciekawszym eksperymentem był zrealizowany za pomocą aparatu używanego podczas wyścigów konnych, konkursowy Grabarz Sándora Kardosa; przepełniona romantyczną (w literackim tego słowa znaczeniu) melancholią ballada na podstawie opowiadania Rilkego, w której nowatorska/nowoczesna forma znakomicie sprawdzała się jako sposób na opowiedzenie historii w całości zanurzonej w czasie przeszłym, w dawno minionej - a może nawet nigdy niebyłej - rzeczywistości, co działało tak na poziomie czysto wizualnym (nawet jeśli przypadkowe, to jednak - wydaje się - nieuniknione są w tym przypadku skojarzenia z malarstwem Muncha, nawet Boscha) jak i treści. Czary." (Arek Szpak, no hay banda)

Forum NH o filmie:

"Dałam szóstkę, piękny, dziwny film, doskonale melancholijny także (oprócz tekstu) dzięki malarskiej formie, bo wyszedł z tego rozciągnięty w czasie obraz, długi filmowy zwój, w dodatku wyjątkowo delikatny, może właśnie przez ten brak dosłowności, bo często nie "widzimy", a jedynie "domyślamy" widzenie, bardzo mi się podobał." (aszeffel)

"Szósteczka. Niepoddający się żadnym klasyfikacjom, trudno tu o trafne porównania, czy nawet mikroskopijne skojarzenia z jakimkolwiek innym filmem. To są po prostu prawdziwe Nowe Horyzonty, dotąd nieodkryte (przynajmniej nie na NH), chylę czoło przed Sandorem. Film (o którym tak mało wiedzieliśmy) okazał się być dziełem całkowicie spełnionym, chciałbym zobaczyć jeszcze raz... Ach Ci Węgrzy!" (Querelle)

"Czułem się, jakbym oglądał jakąś nowożytną utkaną na wzór tkaniny z Bayeux, tylko ludyczną, opowieść. Albo siedział na obrotowym krześle w starym fotoplastykonie. Piękna, trochę smutna, trochę okrutna czarodziejska bajka. Cieszę się że to widziałem." (chinaski)

"Dla mnie najpiękniejszy film widziany na razie na festiwalu. Przez pierwsze 5 minut bałem się, że się znudzę, bo ile można ekscytować się samą oryginalną techniką, ale potem wciągnąłem się w ten film bez reszty. Czysta filmowa poezja, coś na kształt nowoczesnych fresków, z intrygującą muzyką w tle." (doktor pueblo)

"Płynąłem z tym filmem, tak jak wiele lat temu z lubością oddawałem się obserwacji, układających się kalejdoskopie wzorów. Rilkego bardzo lubię, a tekst odczytywany na ekranie brzmiał dokładnie tak, jakbym chciał (tego opowiadania nie znam, ale wygląda na to, że było niemal żywcem cytowane). Mimo ciągłej, złowieszczej obecności śmierci, kolejne wizualizacje działały na mnie kojąco, a róże na oczach dziewczyny i krzyczące postacie zapamiętam chyba na całe życie. Jednak ten sam hipnotyczny nurt, w jaki wpadłem wraz z rozpoczęciem projekcji, sprawił, że nie potrafiłem naprawdę żywo zaangażować się emocjonalnie w tę opowieść - raczej wpatrywać i wsłuchiwać, niż dogłębnie przeżywać. Dlatego szóstki nie będzie, ale wielość pięknych obrazów z pewnością zasługuje na mocną piątkę." (mrozikos667)

"Świetny, moim zdaniem najlepszy z dotychczasowych konkursowych. Malarskość absolutna, od impresjonizmu po ekspresjonizm, od Dalego (aż) po Hoperra, od Botello po Schulzowskie grafiki." (krzysiek_slejw)